Zabójstwo w Przypkach. Proboszcz przejął majątek Anatola i zostawił go na pastwę losu
Cała ta sprawa ma swój początek 20 lat temu. To wtedy ksiądz Mirosław M. zawładnął życiem Anatola – cichego, dobrodusznego mężczyzny z okolic Przasnysza. Obiecał mężczyźnie, że będzie się nim opiekował…
Do tej potwornej zbrodni doszło 24 lipca 2025 r. późnym wieczorem w miejscowości Lasopole na Mazowszu. Ks. Mirosław M. spotkał się ze swoim 68-letnim znajomym Anatolem. Mieli rozmawiać o sprawach spadkowych. Doszło między nimi do nieporozumienia. Nagle zatrzymali się na drodze gminnej i wysiedli. Wtedy proboszcz miał chwycić za siekierę i uderzyć nią w głowę kolegi. Następnie miał oblać go benzyną i podpalić. Po wszystkim uciekł na plebanie. Nad ranem został zatrzymany przez policje. Przyznał się do tego, co zrobił i usłyszał zarzut zabójstwa.
Miał się nim zaopiekować w zamiast za gospodarstwo po rodzicach Anatola.
Anatol był zwyczajnym człowiekiem i nie był do końca bezdomny. Jego rodzice mieli gospodarstwo pod Przasnyszem. Mężczyzna nie chciał go jednak przejąć i się nim zajmować. Twierdził, że to nie dla niego. Chciał żyć inaczej, ale nie przypuszczał, że jego życie się tak potoczy. W końcu trafił do domu opieki. Tam poznał księdza Mirosława. Duchowny był wtedy dyrektorem placówki i jak się wydawało, człowiekiem godnym zaufania.
– Ksiądz zaproponował Anatolowi opiekę do końca życia w zamian za cały majątek rodziców. Obiecał mu dach nad głową, jedzenie, ubrania. Wszystko brzmiało pięknie i on się zgodził — opowiada nasz informator. Niestety prawda okazała się brutalna.
Obietnice księdza bez pokrycia. Anatol stał się bezdomnym
Gdy tylko ksiądz dopiął swego, wszystko się zmieniło. Mężczyzna został sam. Tułał się po domach opieki, był coraz bardziej zagubiony. Ksiądz Mirosław, zajęty swoim życiem w Przypkach, nie interesował się losem swojego kolegi. Zapomniał o złożonych wcześniej obietnicach.
– Anatol miał do niego pretensje. Chciał, żeby ksiądz wywiązał się z obietnic. Ale duchowny prócz kolejnych pustych zapewnień nic nie robił. Starszy mężczyzna został sam. Raz miał też spać na Dworcu Centralnym — słyszymy.
W końcu postanowił kolejny raz przeprowadzić z nim poważną rozmowę. Ksiądz jednak spodziewał się, tego, dlatego miał postanowić się go pozbyć.
Był dobrym i spokojnym człowiekiem
Anatol pięć lat temu mieszkał w placówce Caritas przy sanktuarium na Woli w Warszawie, którą wcześniej kierował właśnie ksiądz Mirosław. Kierownictwo i pensjonariusze pamiętają go bardzo dobrze.
– To był spokojny człowiek. Pomagał innym, nie wadził nikomu. Trochę żył w swoim świecie, ale miał serce na dłoni – mówi jedna z osób, która tam mieszka.
— Nigdy nie było z nim problemów. Był, cichy i skromny. Żył z wszystkimi w zgodzie. Pracował na magazynie i wywiązywał się dobrze ze swoich obowiązków. Trudno jest pojąć to, co się stało — mówi kierownik ośrodka.
Lasopole. Tam zgasło jego życie Anatola. Ksiądz zamordował go z zimną krwią.
Ksiądz Mirosław spotkał się z Anatolem. Pojechali razem niby na rozmowę. Ale to była pułapka, o której Anatol nie wiedział. Mężczyzna nie spodziewał się nawet w najgorszym śnie, że za chwilę jego życie się skończy.
Duchowny miał uderzyć go siekierą w tył głowy. Gdy ten padł i przestał się ruszać, miał polać jego ciało benzyną, podpalić i patrzyć jak płonie. Potem wsiadł do auta i uciekł na plebanie.
Śledczy bardzo szybko ustalili podejrzanego. Nad ranem został zatrzymany.
Matka proboszcza z Przypek atakowana przez sąsiadów: to nie moja wina, że zabił!
/5
Burski Krzysztof / newspix.pl
Urna z prochami Anatola spoczęła na Cmentarzu Wolskim.
/5
Damian Ryndak / Fakt.pl
Ostatnie pożegnanie zamordowanego Anatola odbyło się w Sanktuarium św. Faustyny na warszawskiej Woli.