Zabójstwo w Kobylinie. Co wydarzyło się w walentynki w domu Wiesława i Barbary
Mieszkańcy Kobylina nadal nie mogą się otrząsnąć po tragedii, do jakiej kilka dni temu doszło w wiosce. Są w szoku. — Znałam osobiście Basię i Wieśka. Proszę mi wierzyć, że nikt tu się nie spodziewał, że dojdzie do takiej tragedii. W naszej wiosce zawsze był spokój — mówi sąsiadka.
Była sobota 14 lutego. Do Komendy Powiatowej Policji w Ciechanowie ok. godz. 7.30 zadzwonił Wiesław i poinformował, że jego żona Barbara nie żyje. Na miejsce skierowano patrol policji oraz zespół pogotowia ratunkowego. Przybyły na miejsce lekarz stwierdził zgon 52-latki.
Kiedy służby dotarły pod wskazany adres, zwłoki kobiety leżały w kuchni na łóżku. W trakcie czynności na jej ciele ujawniono ranę kłutą. Wiesław został zatrzymany, a na miejsce wezwano policyjnych techników i prokuratora. Po zabezpieczeniu wszystkich śladów i przeprowadzeniu oględzin śledczy nie mieli żadnych wątpliwości, że do śmierci Barbary mógł przyczynić się jej mąż.
Wiesław został przesłuchany i usłyszał zarzut zabójstwa. Na wniosek prokuratury trafił do aresztu na trzy miesiące. Dom, w którym doszło do zabójstwa, został zabezpieczony przez policję i nikt, nawet rodzina, nie może do niego wchodzić. Na drzwiach wejściowych cały czas są policyjne taśmy. Na terenie gospodarstwa bez opieki i jedzenia zostały zwierzęta: świnie, kury, psy i kot. Prokuratura zleciła sekcję zwłok kobiety, dzięki której wiadomo będzie, co było bezpośrednią przyczyną śmierci.
— Wyniki sekcji zwłok będą znane najprawdopodobniej do końca tego tygodnia. Dopiero wtedy będzie można więcej powiedzieć w tej sprawie — informuje prok. Bartosz Maliszewski z Prokuratury Okręgowej w Płocku.
Sąsiedzi w szoku. Ujawniają prawdę o małżeństwie
Reporter “Faktu” pojechał do Kobylina, aby porozmawiać z ludźmi o tragedii. To niewielka wioska położona w powiecie ciechanowskim, licząca nieco ponad 100 mieszkańców. Wszyscy znają się tam jak łyse konie. Barbara nie pochodziła z Kobylina. Wprowadziła się do Wieśka w połowie lat 90. Wzięli razem ślub i byli ze sobą wiele lat. Doczekali się też dzieci. Jak mówią sąsiedzi, ziemię, którą uprawiali, dzierżawili. Wiesiek prowadził gospodarstwo. Mieli świnie, kury, psy i koty. W rozmowie z reporterem “Faktu” ludzie mówią wprost, że nie zawsze między nimi było dobrze, a w domu zdarzały się sprzeczki, szczególnie gdy oboje pili alkohol.
— Lubili sobie wypić, obydwoje niestety nadużywali. Barbara to była dobra kobieta. Z Wieśkiem było różnie. Wszystko zależało od tego jaki miał humor — przyznaje pani Magdalena. Sąsiedzi twierdzą, że od jakiegoś czasu obydwoje mieli problemy z poruszaniem się. To pewnie dlatego nie widzieli, by na podwórku dochodziło między nimi do kłótni i sprzeczek.
— Nigdy nie słyszałam, żeby się kłócili przed domem. A co działo się w domu? Tego nie wiem. To przecież nie moja sprawa — dodaje mieszkanka.
Sołtys wsi nie chciał zabierać głosu w tej sprawie. Stwierdził jedynie, że Barbara i Wiesław żyli we wsi normalnie, jak każdy. Niczym szczególnym ponoć się nie wyróżniali.
Mama podejrzanego o zabójstwo: mój syn był dobrym człowiekiem
— Wiesiek był spokojnym i pracowitym człowiekiem. Od młodości prowadził gospodarstwo, zwłaszcza po śmierci ojca. Po ślubie coś się z nim stało. Zmienił się nie do poznania. Nie chciałam się wtrącać i odsunęłam się na bok. Trzymałam się na uboczu życia syna. Od około 12 lat nie bywałam w jego domu. Kontaktowaliśmy się głównie telefonicznie, czasem spotykaliśmy się przelotnie. Nie miałam tam łatwego dojazdu, autobus nie kursował, więc też ten kontakt był utrudniony — tłumaczy pani Zofia, mama Wiesława, podejrzanego o zabójstwo.
Kobieta twierdzi, że między jej synem, a synową było różnie. Barbara odeszła od niego do innego dwa razy. A potem wróciła jakby nic się nie stało i mieszkali razem pod jednym dachem. Co się potem stało? Tego pani Zofia nie wie.
— Trudno mi powiedzieć, czy mój syn mógł się tego dopuścić. Jeśli to zrobił, to będzie musiał za to odpowiedzieć — dodaje mama Wiesława.
Dom, w którym jeszcze do niedawna żyli Wiesiek i Barbara, stoi pusty. Na posesji zostały jedynie zwierzęta, które czekają na pomoc.
Strażnicy z Warszawy oskarżeni o pobicie osadzonego. “Chciał nam zniszczyć życie”
/8
Marysia Zawada / newspix.pl
Pani Zofia opowiedziała reporterowi “Faktu” o życiu Wiesława i Barbary.
/8
Marysia Zawada / newspix.pl
Wiesław miał zabić Barbarę.








