Właściciele pensjonatów w górach: to najgorsza grupa klientów
Właściciele obiektów noclegowych w górach podkreślają, że muszą korzystać z platform pośredniczących, mimo że to dla nich nieopłacalne i rodzi kłopoty. — Taki Booking to monopolista. Nie możemy zupełnie się odciąć i wynajmować pokoi na własną rękę — przyznaje jeden z właścicieli pensjonatów pod Zakopanem.
Największy problem jest z klientami z Bookingu, bo wystawiają oceny, a czepiają się byle czego. Nie doczytają dokładnie oferty. Potem mają pretensje, że chcą zrobić jajecznicę, a nie mają do dyspozycji kuchni. Śniadanie kosztuje u nas średnio 65-70 zł, a oni chcieliby szampana dostać i Bóg wie co jeszcze
— mówi sarkastycznie mężczyzna wynajmujący pokoje w Zakopanem.
I dodaje: nie dość, że jest tanio, to jeszcze się czepiają. A jak człowiek coś odpowie, to od razu negatywna opinia.
Lepiej samemu znaleźć klienta. Noclegi w górach
Krzysztofa Maniszewska, właścicielka pensjonatu Grań w Karpaczu otwarcie mówi, że woli klientów zwerbowanych indywidualnie. — Prowizja, jaką bierze Booking, jest spora. Dla mnie dużo bardziej opłacalne jest, gdy klient nie korzysta z platformy pośredniczącej. Przyznam szczerze, że bardziej stresuje się klientem, którego sama pozyskam. Zależy mi, by był zadowolony — tłumaczy.
Booking to monopolista. Czasem nawet 20 proc. od ceny nam odchodzi przez prowizję, którą musimy zapłacić. Oni kasują, jak mogą. Takie ich zbójeckie prawo. Oczywiście nikt nie zmusza, by z ich pomocy korzystać, ale prawda jest taka, że dziś w naszej branży bez Bookingu nie da się funkcjonować. Nawet jak się wpisze nazwę obiektu w internetowej wyszukiwarce, to i tak pierwszy link wyskoczy z tej platformy
— mówi w rozmowie z “Faktem” kierownik jednego z zakopiańskich pensjonatów.
Dodaje, że na szczęście rzadko zdarzają się turyści, którzy czepiają się dla zasady. — Jak się dba o klienta, to ludzie są normalni. Czasem zdarzy się wyjątek — podsumowuje.
W pensjonatach nie lubią wieczorów kawalerskich
Drugą niechętnie przyjmowaną grupą są mężczyźni świętujący wieczory kawalerskie. — Ale oni raczej domki wynajmują, a nie pokoje, bo chcą mieć spokój — mówi “Faktowi” jeden z naszych rozmówców.
Staram się nie brać wieczorów kawalerskich, bo to nie wróży niczego dobrego. Ale panieńskie jak najbardziej
— śmieje się kierowniczka jednego z pensjonatów w Karpaczu.
Dodaje, że i tak najbardziej obawia się klientów z Bookingu. — Oni bardzo lubią piętrzyć problemy. Wszystko w cenie by chcieli. A jak coś się nie spodoba, to od razu obniżone oceny wystawiają. Tymczasem zwłaszcza dla małych obiektów każda opinia pozostawiona w internecie ma znaczenie. Im to obsmarowanie nas nic nie daje, a nam tylko w ten sposób kłopotów narobią — podsumowuje.
Zobacz też:
Rodzina odkrywa błąd zakładu pogrzebowego. “Nie przypominał siebie”
17-letnia Junko Furuta ofiarą bestialstwa. Milczenie dorosłych przeraża








