Tragedia na Trasie Łazienkowskiej. Wyrok w sprawie Łukasza Żaka coraz bliżej
Dobiega końca proces, w którym na ławie oskarżonych zasiada Łukasz Żak i jego znajomi. Z opinii biegłego wynika, że pojazd, który prowadził we wrześniu 2024 r., w momencie wypadku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie osiągnął prędkość 225 km/h. Kierowca ani razu miał nie skorzystać z hamulca. Ford, w który uderzył, został niemal całkowicie zmiażdżony.
Autem jechała czteroosobowa rodzina. Niespełna 40-letni pan Rafał zginął na miejscu. Jego żona, 8-letnia córka i 4-letni syn trafili do szpitala. Ciężko ranna została również Paulina K., ówczesna dziewczyna Żaka. Natomiast on sam po wypadku zniknął. Najpierw pojechał do mieszkania kolegi, po czym wyjechał do Niemiec.
Autem razem z Łukaszem Żakiem, Sarą S. i Adamem K. podróżowała także Paulina K., była dziewczyna Żaka. Kobieta doznała w wypadku poważnych obrażeń.
Trasa Łazienkowska. Głośny proces Łukasza Żaka
Miesiąc później został przekazany polskim funkcjonariuszom w ramach procedury ekstradycji (ENA). Po powrocie trafił do aresztu na warszawskiej Białołęce. W czerwcu 2025 r. rozpoczął się proces. Na samym początku Żak przyznał się do dwóch zarzutów: kierowania Volkswagenem Arteonem oraz przekroczenia prędkości. Zaznaczył jednak, że nie była ona tak duża, jak podają śledczy. Zapowiedział również, że złoży wyjaśnienia w trakcie procesu, ale nie zrobił tego do tej pory.
W międzyczasie Żak oskarżał o kłamstwa nie tylko prokuraturę i media, ale także samych świadków. Jednym z nich jest Sara S., która wspólnie z nim jechała autem. To właśnie “Fakt” nagłośnił, że uniknęła kary, mimo że miała realną możliwość udzielenia pomocy osobom, w które wjechał Arteon. Sara wraz z chłopakiem wsiadła do innego samochodu i wróciła do domu. Sąd zdecydował o warunkowym umorzeniu postępowania wobec niej.
W czasie procesu dziewczyna była dwukrotnie wzywana przed sąd, jednak podczas drugiego przesłuchania diametralnie zmieniła zdanie i zeznawała przeciwko Żakowi. Stwierdziła m.in., że gdy był już w areszcie w Niemczech, otrzymywała od niego pogróżki.
Podczas pierwszych zeznań oświadczyła, że auto pędziło z prędkością około 170 km na godz. – Jak spojrzałam na licznik tuż przed samym wypadkiem, to na liczniku było 190 km. Widziałam, że Łukasz Żak, trzymając rękę na kierownicy, trzymał w ręce telefon i nagrywał – zmieniła jednak swoje stanowisko. Na ostatniej rozprawie Żak poprosił o konfrontację z nią.
Łukasz Żak przed sądem. Sędzia nie zgodził się na konfrontację
— Myślę, że wszyscy pamiętamy skandaliczne zachowanie oskarżonego Żaka podczas pierwszego przesłuchania pani świadek, gdy oskarżony jej przerywał i zarzucał, że kłamie. Komentował, mimo że sąd nie udzielał mu głosu. Te wszystkie zachowania w ewidentny sposób miały wywrzeć wpływ na postawę pani świadek — zaprotestowała mecenas Magdalena Krawczak.
— W związku z tym wnoszę o to, aby Wysoki Sąd wezwał świadka raz jeszcze, abym mogła zadać pytania przygotowane przez oskarżonego — argumentowała z kolei mecenas Izabela Ławińska, obrończyni Łukasza Żaka.
Sąd odniósł się do wniosków obu stron, podkreślając, że podczas pierwszego przesłuchania Żak miał możliwość zadawania pytań i korzystania z prawa do obrony, a obecnie nie widzi podstaw do przeprowadzenia konfrontacji. — Mam świadka, który składa zeznania pod przysięgą i odpowiedzialnością karną. Mam konkretne zeznania, które sam ocenię. Nie ma podstaw do konfrontacji — podsumował sędzia Maciej Mitera.
Zobacz także: “Bałam się go”. Kluczowy świadek w procesie Łukasza Żaka zmienił zdanie
/8
vitrina.pl / Facebook
W czerwcu 2026 r. ma zapaść wyrok w sprawie tragicznego wypadku na Trasie Łazienkowskiej.
/8
W wypadku zginął niespełna 40-letni mężczyzna, a jego żona i dwoje dzieci trafiło do szpitala.








