Seria podpaleń w Warszawie. Policja szuka nocnego piromana
Mężczyzna pojawił się pod budynkiem przy ul. Plutonu Torpedy w Warszawie 27 marca w środku nocy. Przyniósł ze sobą plastikowy kosz na śmieci, który zabrał najprawdopodobniej z czyjejś posesji, i go podpalił.
Kiedy z kubła zaczęły strzelać płomienie, przystawił go do drzwi wejściowych przychodni, a następnie oddalił się z miejsca zdarzenia. Ogień bardzo szybko stopił plastikowy pojemnik i przeniósł się na drzwi. Pożar zauważyli mieszkańcy i natychmiast wezwali straż pożarną. Strażacy po kilku minutach dotarli na miejsce i zapobiegli tragedii.
— Zgłoszenie do stanowiska kierowania wpłynęło o godz. 03:40. Po przybyciu na miejsce zastępów stwierdzono, że palił się plastikowy pojemnik znajdujący się pod drzwiami Centrum Medycznego. Spaleniu uległy drzwi wejściowe do budynku — poinformował kpt. Łukasz Zagdański z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Warszawie. Choć nikomu nic się nie stało, całe zdarzenie wywołało duże zamieszanie.
— Paliło się w nocy. Po godzinie 6 rano dostałam telefon od koleżanki, która przyszła do pracy, że mieliśmy pożar. Wewnątrz przychodni czuć było jeszcze smród dymu. Ludzie, którzy przyszli na wizytę do lekarza, nie mogli wejść do środka i musieli czekać. Oczywiście była duża wyrozumiałość ze strony pacjentów, bo wszyscy stali na zewnątrz, aż zakończą się działania. Weszli do środka dopiero przed godziną 8 — tłumaczy kierowniczka przychodni.
Podpalacz chciał spalić mieszkańcom przychodnię?
Kierowniczka przychodni nie wie, dlaczego ktoś podłożył ogień i nie ma żadnych podejrzeń, kto to mógł być. Wyklucza, by ktoś celowo chciał uderzyć akurat w tę placówkę.
— Jestem tu już trzeci rok, ale do tej pory nigdy nic takiego się tu nie zdarzało. Nie mam bladego pojęcia, kto to mógł być i dlaczego chciał podpalić przychodnię. Nikt się do tej pory nie żalił na naszą działalność — dodaje osoba odpowiedzialna za tę placówkę.
Jak nieoficjalnie ustalił “Fakt”, kamery uchwyciły sprawcę podpalenia. Na nagraniach ma być widać, jak mężczyzna targa ze sobą wielki kosz, który potem podpala i przykłada do drzwi. Dowody trafiły na policję i mogą być kluczowe w zatrzymaniu mężczyzny.
Kolejne podpalenie. Piroman grasuje po dzielnicy?
Jak mówią mieszkańcy, mniej więcej w tym samym czasie ktoś podłożył też ogień pod paczkomat. Czy to był ten sam człowiek?
— Słyszałam, że chwilę po tym, jak paliły się drzwi naszej przychodni, został też podpalony paczkomat. Niewykluczone, że to może być ta sama osoba. Po co to robi, nie mam pojęcia — mówi nam pani Krystyna, jedna z mieszkanek. Strażacy potwierdzają, że rzeczywiście tej nocy mieli dwa zgłoszenia. — Po godzinie 4 rano strażacy wyjechali do pożaru przy ulicy Warszawskiej 46. Po dotarciu na miejsce okazało się, że palił się plastikowy pojemnik znajdujący się pod paczkomatem. Spaleniu uległ śmietnik oraz około metr kwadratowy paczkomatu — dodaje kpt. Zagdański ze straży pożarnej.
Ludzie są zaniepokojeni. Choć tym razem nikomu nic się nie stało, całe to zdarzenie mogło skończyć się tragicznie.
— Gdyby ogień się rozprzestrzenił, mógł spłonąć cały budynek. To nie jest normalne. Ktoś chodzi po dzielnicy, podpala i znika bez śladu. To już nie wygląda jak zwykły wybryk — mówią przerażeni.
Przychodnia działa normalnie, ale szkody na drzwiach po podpaleniu wciąż są widoczne. Niebawem zostaną one wymienione.
— Czekamy na nowe drzwi. Niedługo powinny zostać wymienione — informuje kierowniczka placówki.
Chwilę grozy w Warszawie. Próbował wysadzić stację paliw?
Groza na Cmentarzu Bródnowskim. Podpalają kosze na śmierci i okradają groby na potęgę
Oby to nie był powrót piromana… Mieszkańcy wystraszeni po pożarze na Ursynowie
/6
Burski Krzysztof / newspix.pl
Drzwi przychodni uległy zniszczeniu i nadają się tylko do wymiany.
/6
Burski Krzysztof / newspix.pl
Gdyby nie strażacy spłonęłaby przychodnia w Ursusie.








