Sąd w Katowicach uchyla wyrok ws. oszustwa influencera. Padły mocne słowa
12 lutego Sąd Apelacyjny w Katowicach uchylił wyrok skazujący 28‑letniego Kacpra L. i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania. Patrycja N. była oburzona i wściekła. Nie takiego rozstrzygnięcia się spodziewała.
Influencerka poznała youtubera przez internet
Wszystko zaczęło się w internecie. Patrycja N. zobaczyła kanał youtubera Kacpra L., który działa w branży kosmetologicznej. Kacper L. twierdzi, że miał pożyczyć jej 650 tys. zł. Spisał z kobietą umowę. Z jego wersji wynika, że kobieta spłaciła mu pożyczkę, ale w bardzo dziwny sposób. Wpłat dokonywała codziennie, przez dwa miesiace, o różnych porach. Jednak w tytułach przelewów nie ma jego danych. Są nazwy firm, które nie istnieją.
Wersja Patrycji N. jest zupełnie inna. Kobieta twierdzi, że zwróciły się do niej pewne osoby, które zaproponowały szybki zarobek, poprzez promowanie produktów na YouTubie. Ona na to miała przystać. Twierdzi, że zrezygnowała z takiej współpracy, gdy rzekomo kazano jej promować w sieci gadżety erotyczne. Po zerwaniu umowy ktoś miał na nią nałożyć kary umowne. Wpłacała, nie wiedząc komu i za co. Kobieta nie dysponuje żadnymi dokumentami z takiej współpracy, ma tylko wyciągi bankowe ze swojego konta, z którego robiła ogromne przelewy. Sumy były różne od 5 tys. zł do nawet 150 tys. zł. Rodzice i jej narzeczony brali pożyczki i pomagali spłacać córce należności. Gdy w końcu rodzina powiedziała “basta” pani poszła zawiadomić organa ścigania. Śledczym wyznała, że umowy jakimś cudem “zniknęły” z jej czatu na profilu społecznościowym.
Co ciekawe wpłat dokonywała na konto Kacpra L. ale twierdzi, że nie wiedziała, iż rachunek należy do niego. Myślała, że to był rachunek firmy, z którą miała mieć rzekome umowy influencerskie.
Youtuber nie przyznał się do oszustwa
Oskarżony Kacper L. nigdy się nie przyznał do oszustwa. Twierdził, że dał jej pożyczkę, którą Patrycja N. spłaciła. Przedstawił umowę podpisaną przez nią, ale biegły powołany przez prokuraturę w Chorzowie wykazał, że podpis Patrycji N. jest sfałszowany. Nikt nie chciał badać, czy na umowie są linie papilarne pokrzywdzonej.
Prokuratura w Chorzowie po kilku miesiącach śledztwa w ub. roku skierowała akt oskarżenia wobec Kacpra L. do Sądu Okręgowego w Katowicach. Bazowano w większości na tym, co powiedziała Patrycja N. Nie czekano nawet na potwierdzenie z portalu społecznościowego, dlaczego dokumenty “zniknęły”. Sąd w Katowicach w lipcu ub. roku skazał Kacpra L. na 2,5 roku więzienia za oszustwo. Nie zbadał telefonu oskarżonego, który jest w aktach, ani umowy pożyczki. Nakazał też, aby youtuber zwrócił oskarżycielce Patrycji N. prawie pół mln zł.
Miał być sukces, ale Kacper L. odwołał się od wyroku do Sądu Apelacyjnego w Katowicach. Wtedy też sprawa przybrała zupełnie inny obrót. Do tego samego sądu wpłynęła bardzo dziwna korespondencja. Wynikało z niej, że wszystko mogło być ukartowane. Koleżanki Patrycji N. miały na zamkniętej grupie “Anty Kacperek” ułożyć plan, by wrobić Kacpra L. w oszustwo. Przedstawiły nawet wyciągi z tych czatów.
Szokujące screeny z czatu “Anty Kacperek” trafiły do sądu
Takiego obrotu sprawy nikt się nie spodziewał, a już tym bardziej Patrycja N. W aktach, do których dotarliśmy, widnieje szczegółowy plan, jak miały wrobić youtubera. Sąd apelacyjny uznał, że to materiał dowodowy wymagający dogłębnej weryfikacji. Wynika z niego, że miało dojść do “wykreowania przestępstwa”, aby influencerka nie musiała zwracać pożyczki.
“Wystarczyło pożyczyć pieniądze od niego, oddać jemu i zamknąć go w więzieniu. Ja odzyskam na nowo kasę i nie jestem w żaden sposób stratna” — wynika z korespondencji, którą rzekomo miała napisać Patrycja N.
Dalej jest jeszcze ciekawiej: — “Sędzina wszystko łyknęła, gdyby nie Wy, to nie byłoby to możliwe. Jestem zmuszona wam odpalić działkę z pieniędzy, jak L. spłaci”.
Inna koleżanka z zamkniętej grupy: “Anty Kacperek” dodaje: — Patrycja miała zajebiście ograną strategię. Jemu nie wierzy sąd, bo siedział w kryminale — pisze S.
Brawo Pati. Dzisiejszy wymiar sprawiedliwości jest popier… Ja sama nie wierzyłam do końca, że ta NASZA AKCJA się uda
— dodaje osoba, która figuruje w czacie jako E.
“Udało nam się zrobić w ch… wymiar sprawiedliwości. Sędzina połknęła haczyk i sprawa zamknięta. Akta do archiwum, Kacperek do więzienia. Udawanie półtora roku ofiary się udało” — pisze P. Potem dodaje: — “Mój facet, jakby się dowiedział, że to kłamstwo i naprawdę posadziłam niewinnego chłopaka do więzienia, to od razu mnie zostawi”.
“Jakby sędzina wzięła jego dowody pod uwagę, byłoby ciężko i wtedy wszystkie do paki idziemy ” — dodaje S.
Czy wszystkie wpisy są prawdziwe? Można domniemywać, że coś jest na rzeczy, tym bardziej że dwie koleżanki tak bardzo się wystraszyły, iż zostaną pociągnięte do odpowiedzialności karnej, że nadesłały do Sądu Apelacyjnego w Katowicach pismo, że chcą być świadkami w sprawie. Jedna z nich dodatkowo, tuż przed rozprawą odwoławczą, złożyła nawet zawiadomienie do Prokuratury Okręgowej o przestępstwie. Napisała, że Kacper L. został niewinnie skazany.
“To rozstrzygnięcie było skandaliczne”. Nie zbadano kluczowych dowodów
W czwartek (12 lutego) Sąd Apelacyjny w Katowicach rozeznał sprawę Kacpra L. Po krótkiej przerwie wyrok uchylono i przekazano sprawę do ponownego rozpatrzenia. Mina Patrycji N. mówiła sama za siebie. Była wściekła, nie tego się spodziewała. Jej narzeczony nawet wyszedł z sali, trzaskając drzwiami i krzycząc niecenzuralne słowa w stronę sędziów.
— To kłamstwa — powiedziała Patrycja N. i odmówiła rozmowy z “Faktem”. Wykrzyczała, że dziwi się, iż dziennikarze są na procesie.
Oskarżonego Kacpra L. w sądzie nie było. Jego mecenas twierdzi, że mieszka za granicą i na ten moment nie chce komentować wyroku. — Mój klient nie chce gwiazdorzyć w tej sprawie, chce tylko by, sąd wszystko wyjaśnił — powiedział “Faktowi” mec. Krzysztof Bohosiewicz. — Uważam, że Kacper L. jest niewinny i nie dopuścił się oszustwa.
W ustnym uzasadnieniu sędzia Gwidon Jaworski nie pozostawił suchej nitki na pracy sądu pierwszej instancji.
Rozstrzygnięcie, które zapadło przed sądem pierwszej instancji, jest skandaliczne. Nie przeanalizowano praktycznie żadnego dowodu
— grzmiał sędzia Jaworski.
Zwrócił uwagę na “rażące braki” w postępowaniu dowodowym. — Oskarżony oferował dobrowolne udostępnienie pełnych danych ze swojego telefonu: połączeń, SMS‑ów, lokalizacji, logowań. Sąd pierwszej instancji uznał ten dowód za nieistotny, choć mógł on wprost potwierdzić lub obalić wersje obu stron — mówił sędzia Jaworski. — Prokurator wystąpił do Facebooka o dane z konta influencerki, ale nie zaczekał na odpowiedź i mimo to skierował akt oskarżenia.
Sędzia Jaworski punktował kolejne zaniedbania: — Grafolog nie został przesłuchany szczegółowo. Nie ustalono, w jaki sposób podpis należący do influencerki, znalazł się na umowie. Nie zapytano też, w jakich okolicznościach strony miały podpisywać dokument — uzasadniał wyrok sędzia Jaworski. — Oskarżony dostarczył wydruki SMS‑ów, z których — według jego wersji — wynikało, że influencerka potwierdzała pożyczkę oraz że spłaciła ją w ciągu dwóch miesięcy.
Sędzia wytknął także brak dociekań dotyczących: przelewów na konto youtubera wykonywanych o świcie. — Trudno uwierzyć, że ktoś opłaca kary finansowe bez jakiegokolwiek pisma z sądu — stwierdził sędzia Jaworski.
Sąd musi przeprowadzić wszystko od nowa
W konkluzji sędzia Jaworski powiedział: — Wszystkie dowody należy przeprowadzić od nowa. Nie przesądzamy teraz o wiarygodności osób, które zgłosiły się jako świadkowie i przedstawiły treści z czatów, ale nie można udawać, że te sygnały nie istnieją. Włączyliśmy je jako materiał dowodowy do sprawy — dodał sędzia Gwidon Jaworski.
Sprawa trafi więc z powrotem do Sądu Okręgowego w Katowicach. Sędzia Jaworski podkreślił, że gdyby przepisy pozwalały na cofnięcie jej do prokuratury, Sąd Apelacyjny na pewno by z tego skorzystał. Ale takiej możliwości nie ma.
Narzeczony Halejcio mówi o oszustwie na setki tysięcy złotych. Opublikował szczere nagranie
Nie tylko “wygrał TikTok” i zatrzymanie przez CBŚ. Oto TOP10 afer influencerskich w 2025 r.








