Prokurator z Sosnowca wciąż bez zarzutów po tragicznym wypadku w Sienicznie
“Fakt” rozmawiał z panem Józefem i jego mamą Kazimierą tuż po wypadku i śmierci Doroty w 2024 r. Pan Józef wspominał ostatnie chwile z życia Doroty. Mówił, że córka umierała na jego oczach. Do wypadku doszło zaledwie 100 m od domu, w którym mieszkał z matką, córką Dorotą, zięciem i wnuczką.
28 listopada 2024 r. Dorota wyszła po córkę do szkoły. — Szła prawidłowo, poboczem do przejścia dla pieszych. Kia uderzyła w nią. Dorotę wyrzuciło ponad 13 m, a pani prokurator zatrzymała się dopiero po 50 m. Nic mi nie chcieli powiedzieć. Pani prokurator była strzeżona przez dwóch policjantów — wspominał pan Józef, który był na miejscu wypadku. Dorota zmarła w szpitalu w Krakowie. Jej narządy przekazano do przeszczepu.
Śmierć Doroty. Zmowa milczenia po wypadku w Sienicznie
Pan Józef mówił “Faktowi” w 2024 r., że od pierwszych minut po wypadku była jakaś dziwna zmowa milczenia. — Jakby chcieli to wszystko przykryć i zataić — opowiadał wówczas. — Od śledczych nie mogliśmy się dowiedzieć żadnych szczegółów. Ciągle zmieniane były wersje, kto kierował pojazdem. Raz mówiono nam, że był to mężczyzna, innym razem kobieta — relacjonował.
Dzięki mieszkańcom Sieniczna i przyjaciołom Doroty, po ich apelach w mediach społecznościowych, zgłosili się świadkowie wypadku. Dzięki nim Prokuratura Okręgowa w Krakowie zgromadziła dowody, które mają świadczyć o tym, że Magdalena Z. (58 l.) była szefowa Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu, powinna odpowiadać za śmierć młodej kobiety. Ustalono, że podczas jazdy samochodem schyliła się po telefon i śmiertelnie potrąciła 28-latkę. Śledczy z Krakowa chcą przedstawić prokurator zarzuty, ale wciąż nie mogą, bo Sąd Najwyższy nie uchylił jej immunitetu. 8 kwietnia br. sprawa miała być wreszcie rozpatrzona, ale nikt się nie zjawił. Odroczono ją do 20 maja.
“Zwykłego człowieka już by zamknęli”
Byliśmy w Sienicznie kilkanaście godzin po decyzji Sądu Najwyższego. Nikt już nie wierzy w sprawiedliwość. Po panu Józefie i jego matce pozostał pusty dom. Pan Józef zmarł 10 lutego br. Dwa dni później odeszła jego mama Kazimiera. Nie doczekali się sprawiedliwości.
Sąsiedzi Bejgierów współczują rodzinie. Mówią o fatum ciążącym nad Bejgierami. — O Dorotę już nikt nie zawalczy — mówi “Faktowi” jeden z sąsiadów pana Józefa. — Pan Józef nie miał pieniędzy na kancelarię, na walkę z prokuratorem. To trzeba mieć naprawdę duże pieniądze, miał pecha, że trafił na prokuratorkę, zwykłego człowieka już dawno by zamknęli. Wiem, że mama Doroty wynajęła adwokata i próbuje coś z tą sprawą zrobić, oby jej się udało — dodał nasz rozmówca. Powiedział, że w mediach społecznościowych sam z własnej woli podaje informacje o sprawach dotyczących okoliczności śmierci Doroty. Robi to, jak mówi, by “zachować pamięć o Dorocie”.
Maja pyta o mamę. Dziewczynka straciła dzieciństwo. Rozpacz
W sprawiedliwość nie wierzy też partner zmarłej kobiety i ojciec ich córeczki. Maja miała siedem lat, gdy straciła mamę i radosne dzieciństwo. Feralnego dnia czekała na mamę w szkole.
— Jaka sprawiedliwość, pani w nią wierzy? — pyta pan Kamil, partner zmarłej Doroty. — Mam dla kogo żyć, muszę wychować córkę, trudno się pogodzić z bezradnością, ale ja jestem na to wszystko za mały, nie wygram z prokuratorem. Chcę zacząć normalne życie, choć nie jest łatwo. Córka tęskni za mamą. Powiedziałem Mai zaraz po wypadku, że mamy już z nami nie będzie. Ale jak dziecko może to wszystko zrozumieć i przyjąć? Rozpacz — mówi pan Kamil.
Wynajął kancelarię i walczy o odszkodowanie dla siebie i dziecka. Swoje sprawy już pozałatwiał. Teraz walczy o rentę dla córki. Chce, by prokurator, która miała doprowadzić do tragicznego wypadku, płaciła rentę jego dziecku. Ojciec dziewczynki wspomina, że nie może liczyć na świadczenie dla niej z ZUS, bo pani Dorota zgromadziła zbyt mało składek.
Prokurator z Sosnowca gra na zwłokę. Choroba, emerytura i uniki
8 kwietnia Sąd Najwyższy miał uchylić immunitet pani prokurator z Sosnowca. Magdalena Z. od chwili wypadku była na zwolnieniu lekarskim z powodu rozstroju psychicznego. Szefowała w sosnowieckiej Prokuraturze Okręgowej w latach 2021-2024, wcześniej była prokuratorem rejonowym w Sosnowcu. Jak ustalił “Fakt” 12 stycznia br. przeszła w stan spoczynku i pobiera prokuratorską emeryturę. Tylko prawomocne orzeczenie dyscyplinarne może sprawić, że straci korzystne, wyższe uposażenie prokuratorskie i znajdzie się na zwykłej emeryturze zusowskiej.
Na rozprawie w Sądzie Najwyższym nie pojawiła się 8 kwietnia, chociaż miała taki obowiązek. Nie stawili się jej obrońcy. Stawiła się wyłącznie prokurator Prokuratury Okręgowej w Krakowie. — Na dotychczasowe terminy rozpatrzenia sprawy miały wpływ m.in. konieczność rozpatrzenia wniosku o wyłączenie sędziego, niepełna obsada kadrowa Izby Odpowiedzialności Zawodowej Sądu Najwyższego — tłumaczy Albert Stawiszyński, zastępca rzecznika prasowego Sądu Najwyższego. Dodaje, że do sądu nie wpłynęła informacja o doręczeniu stronom zawiadomienia o terminie posiedzenia, co stanowiło podstawę do jego odroczenia.
— Zachowanie pani prokurator to gra na zwłokę. Przeciąganie, odwlekanie w czasie, żeby świadkowie zapomnieli. Ludzka pamięć zawodzi, za chwilę już nikt nie będzie wiedział o tym wypadku. Pani prokurator nic nie zrobią, włos jej z głowy nie spadnie, szkoda nerwów i życia na to wszystko. Co najwyżej dostanie wyrok w zawiasach. Tyle warte jest życie Doroty — podsumowuje pan Kamil, partner pani Doroty.
Wyrok dla Łukasza Żaka coraz bliżej. Nowe informacje w sprawie tragedii na trasie Łazienkowskiej
Wracali z kościoła, gdy rozegrał się dramat. Wśród rannych jest dziecko
Śmierć pilotki w Zielonej Górze. Balon gnał prosto na wieżowiec. Raport ujawnia prawdę o locie
/9
Rafał Klimkiewicz / Edytor
Dorota zmarła 29 listopada 2024. Jej tata Józef 10 lutego 2026 r. Babcia Kazimiera 12 lutego 2026 r.
/9
Rafał Klimkiewicz / Edytor
Dorota (†28 l.) wyszła po córkę do szkoły. Zginęła na drodze.








