Nie tylko wypadek? Przełomowa analiza ws. Sebastiana M. po tragedii na A1
Przypomnijmy, że do tragedii doszło 16 września 2023 roku. Według ustaleń Sebastian M. miał pędzić z ogromną prędkością, sięgającą ponad 300 km na godz. W pewnym momencie stracił panowanie nad autem, które wypadło z drogi i uderzyło w prawidłowo jadący samochód rodziny z Myszkowa. W wyniku zderzenia 37-letnia Martyna, jej 39-letni mąż Patryk oraz ich czteroletni syn Oliwier zginęli w płonącym aucie.
Tragedia na A1. Ruszył proces Sebastiana M. Grozi mu osiem lat więzienia
Po wypadku Sebastian M. uciekł i ukrywał się w Dubaju. Został jednak deportowany do Polski, gdzie usłyszał zarzuty spowodowania śmiertelnego wypadku. Ruszył proces pirata drogowego. Grozi mu kara do ośmiu lat pozbawienia wolności.
Sprawa niewątpliwie poruszyła opinię publiczną. Po jej regularnym nagłaśnianiu Ministerstwo Sprawiedliwości wprowadziło nowelizację i zaostrzyło kary w przypadku śmierci ludzi w wypadkach samochodowych.
Teraz serwis brd24.pl dotarł do artykułu karnistów z Uniwersytetu Jagiellońskiego “Zabójstwo drogowe”, który ukazał się w czasopiśmie “Państwo i Prawo 1/2026”. Według analizy ekspertów w takich przypadkach kierowcy w Polsce mogliby odpowiadać jak za zabójstwo z zamiarem ewentualnym. Wtedy mogliby trafić za kratki nawet na dożywocie. A nie — jak w przypadku M. — gdzie za spowodowanie śmiertelnego wypadku grozi maksymalnie osiem lat więzienia.
Przełom w podejściu do piratów drogowych?
Autorzy analizy podkreślają, że kwestia surowszego karania sprawców takich zdarzeń “nabiera istotnego znaczenia społecznego”. Jako przykłady przywołują głośne sprawy — m.in. wypadek z września 2024 roku w Warszawie, gdy Łukasz Żak, jadąc po alkoholu z prędkością ponad 200 km na godz., uderzył w samochód rodziny, doprowadzając do śmierci jednej osoby. Wskazują też na sprawę Sebastiana M., pisząc wprost: “Wspomnieć trzeba zdarzenie na autostradzie A1 spowodowane przez pojazd jadący z prędkością przekraczającą 300 km na godz., co skutkowało śmiercią trzyosobowej rodziny”.
W ocenie prawników sposób kwalifikowania takich zdarzeń często zależy od perspektywy. Jak zauważają, przy rozważaniu, czy mamy do czynienia z zabójstwem z zamiarem ewentualnym, “wszystko zależy (…) od rozłożenia akcentów”. Ich zdaniem zamiast zastanawiać się, czy to “aż” zabójstwo, czasem należałoby odwrócić pytanie i rozważyć, czy nie jest to “tylko” wypadek.
Jak wskazują dalej, jeśli zachowanie kierowcy kompletnie odbiega od normalnej jazdy i polega na skrajnym łamaniu zasad, to należy patrzeć na to jak na przestępstwo przeciwko życiu, a nie tylko zdarzenie drogowe. Chodzi o to, by prawo nie chroniło osób, które traktują drogę jak tor do niebezpiecznych popisów.
Eksperci: to może być zabójstwo, nie wypadek drogowy
Prawnicy rozprawiają się też z często powtarzanym argumentem, że skoro sprawca w ostatniej chwili próbował hamować albo skręcać, to nie można mówić o zamiarze. Jak tłumaczą, takie reakcje mogą być czysto odruchowe i nie świadczą automatycznie o tym, że ktoś nie godził się na tragiczne skutki.
Karniści podważają również pogląd, że o zamiarze można mówić tylko wtedy, gdy kierowca widzi konkretną osobę, np. pieszego na pasach. Ich zdaniem wystarczy sama świadomość, że taka brawurowa jazda może zabić.
Wniosek autorów jest jasny: najbardziej skrajne przypadki drogowej brawury mogą być traktowane jak zabójstwo z zamiarem ewentualnym. I — jak podkreślają w tekście karniści — nie trzeba zmieniać prawa, żeby tak orzekać. “Zamiar (…) nie musi równać się chęci” — czytamy w analizie.
Czytaj także:
“To mną wstrząsnęło”. Duchowny alarmuje w sprawie Radia Maryja i TV Trwam
Małe dziecko, wielka odwaga. 9-latka uratowała dziadka








