Mielenko Drawskie bez telefonów w szkole. Niewielki przedmiot rozwiązał problem
Czy to możliwe, żeby dzieci nie używały telefonów w szkole? Wiele podstawówek wprowadziło zakaz używania telefonów w szkołach, ale w rzeczywistości jest on martwy. Uczniowie są bardzo pomysłowi. Chowanie się z telefonem w toalecie to już klasyka, zdarza się, że dzieci chowają się w szafkach podczas przerw, a na lekcji trzymają telefony pod ławką. Dyrekcja szkoły w Mielenku Drawskim pokazała, że można wprowadzić takie rozwiązania, które skutecznie odciągną dzieci od smartfonów!
Szkoła odciągnęła dzieci od telefonów
Od ubiegłego roku uczniowie nie korzystają ze smartfonów na terenie szkoły. Niepotrzebna była ustawa ani szkolne czy ministerialne zakazy. Wystarczyło trochę sprytu i pieniędzy.
Jak to działa? Każdy uczeń przed wejściem do budynku wyłącza swój telefon i chowa go do specjalnej saszetki. Saszetka jest blokowana i można ją otworzyć dopiero po zakończeniu lekcji i wyjściu ze szkoły. Dyrektor szkoły, Wiesława Hanatewicz, jest dumna z wprowadzonego rozwiązania. — Jesteśmy chyba pierwszą publiczną szkołą w Polsce, która na własną rękę wprowadziła takie rozwiązanie. Dzieciaki już od połowy zeszłego roku nie używają telefonów podczas zajęć — cieszy się.
Zamiast amerykańskich lotników, upamiętnili ruskich szpiegów
Wcześniej szkoła próbowała innych metod. Bez skutku. Telefony były zostawiane w sekretariacie, ale uczniowie potrafili przechytrzyć system. — Wielu z nich oszukiwało i zamiast oddać aparat, chowali go do tornistra. Potem telefony dzwoniły na lekcjach — wspomina dyrektorka. Dzieci ukrywały się również w toaletach, po kilka osób, i nie było wiadomo, co tam robią, czy nagrywają, czy też coś oglądają. W sieci pojawił się również film, który nosił znamiona hejtu.
Inspiracja z Wielkiej Brytanii
Z pomocą dyrekcji przyszła jedna z mam. Podsunęła rozwiązanie sprawdzone w szkołach w Wielkiej Brytanii. Proste i skuteczne! Każdy uczeń dostaje saszetkę, do której po wyłączeniu, wkłada telefon. Saszetka zostaje zablokowana. Dzieci noszą ją przy sobie w plecaku i dopiero po lekcjach sami odblokowują w specjalnym urządzeniu znajdującym się przy wejściu do szkoły.
Początkowo za jedną saszetkę trzeba było zapłacić aż 20 euro! Jednak dyrekcja wykorzystała umiejętność negocjacji i ostatecznie udało się załatwić znacznie niższą cenę. Jak mówi dyrektor Hanatewicz, na zakup 150 saszetek szkoła zebrała środki na szkolnych kiermaszach i festynach.
Mała saszetka rozwiązała problem telefonów w szkole
Efekty? Widać je gołym okiem! — Dzieciaki bawią się ze sobą na przerwach, słychać śmiech, czasem nawet kłótnie. Ale to normalne dzieciństwo! — podkreśla dyrektorka szkoły. Nawet nauczyciele zauważyli, że uczniowie są bardziej aktywni i lepiej się integrują. Rodzice też chwalą nowy system.
Tak zbankrutowała jedyna gmina w Polsce
Pani Małgorzata, mama 14-letniej Mai z siódmej klasy, przyznaje, że jej córka zmieniła się nie do poznania. — Wcześniej nadużywała telefonu i miała słabszy kontakt z rówieśnikami. Teraz najpierw odrabia lekcje, czasem nawet sięga po książkę. Widzę ogromną zmianę! — opowiada. Rodzice, którzy chcą się pilnie skontaktować z dzieckiem przebywającym w szkole, dzwonią do sekretariatu. Takie rozwiązanie działa.
Czy inne szkoły pójdą śladem Mielenka Drawskiego? Rodzice i nauczyciele wierzą, że to możliwe. Pokazali, że nie trzeba czekać na ustawę. Wystarczy chcieć, żeby dzieci spędzały czas ze sobą, zamiast siedzieć z nosem w komórce!
To jezioro może kryć prawdziwe skarby
/4
Gryń Przemysław / newspix.pl
Dyrektor szkoły Wiesława Hanatewicz pokazuje saszetkę, do której dzieci wkładają swoje telefony przed wejściem do szkoły i ją blokują w specjalnym urządzeniu.
/4
Gryń Przemysław / newspix.pl
Szkoła podstawowa w Mielenku Drawskim.








