Mazowsze traci kolejne schronisko. Fundacja podjęła trudną decyzję
Informację o likwidacji schroniska we Wągrodnie pod Piasecznem przekazał Mazowiecki Wojewódzki Lekarz Weterynarii (MWLW). Właściciel schroniska dla bezdomnych zwierząt, czyli fundacja “Ostoja” wysłała oświadczenie do Powiatowego Lekarza Weterynarii w Piasecznie w minioną środę, 4 lutego.
Jak zapewniają urzędnicy, dokument skutkował “niezwłocznym podjęciem działań zabezpieczających”. Dzień później, 5 lutego, kiedy do Wągrodna przyjechali weterynarze, okazało się, że w placówce nadal przebywa aż 27 psów.
W wyniku zaplanowanych wcześniej adopcji i decyzji organizacyjnych w dniu 4 psy zostały przekazane do innego schroniska oraz 2 psy przekazano pod opiekę organizacji społecznej prowadzącej działalność statutową w zakresie ochrony zwierząt, a 1 pies powypadkowy, odłowiony w trybie interwencyjnym, bezpośrednio przetransportowany został do szpitala weterynaryjnego celem przeprowadzenia pilnego leczenia chirurgicznego
— czytamy w komunikacie MWLW.
W miniony piątek, 6 lutego przeprowadzono ponową kontrolę warunków życia zwierząt, w tym weryfikację oznakowania mikroczipów oraz dokumentacji ewidencyjnej. Jeszcze tego samego dnia 14 psów przekazano do dwóch schronisk.
Resztę czworonogów objęto procedurą adopcyjną przez osoby prywatne.
W poniedziałek, 9 lutego, w Wągrodnie pozostało dziewięć psów, w tym jeden w szpitalu. MWLW zapowiada, że będzie dalej prowadził działania wobec likwidowanego schroniska “przy zachowaniu wymogów formalnoprawnych”.
Polacy zaczęli kontrolować warunki w schroniskach
Jakiś czas temu w szerokim echem w Polsce odbiła się afera dotycząca schroniska dla zwierzą w mazowieckim Sobolewie, którą wolontariusze określali mianem “pralni psów”. Jej właściciel, miał trzymać zwierzaki w straszliwych warunkach, gdyż miał otrzymywać od urzędów nawet 2,5 tys. zł za każdego przyjętego psiaka.
Niedługo po Sobolowie w mediach zaczęły pojawiać się kolejne informacje o innych schroniskach, w których zwierzęta były trzymane w straszliwych warunkach. Taką placówką było m.in. schronisko w Bytomiu, gdzie larwy i robactwo żerowały nie tylko na truchłach, ale i karmie. W sprawie tej wszczęto dochodzenie w kierunku znęcania się nad zwierzętami.
Akcja kontroli schronisk, która została zapoczątkowana przez Dodę, zyskuje coraz większą popularność nie tylko wśród samych celebrytów, ale i zwykłych ludzi. Niestety okazuje się, że w Polsce w XXI wieku znęcanie się nad zwierzętami jest nadal obecne.
Zamówiła zabawkę przez internet. Do domu zapukała policja, stanęła przed sądem
Koparka typu Bobcat przygniotła pracownika. Wypadek w elektrowni Rybnik
Szamotanina na imprezie w Ustce. Nie żyje 40-latek








