Marsz milczenia w Grudziądzu. Olek błagał w karetce o pomoc. Matka 19-latka przerwała milczenie
Jak doszło do tragedii? 24 stycznia 2024 r. policjanci z prewencji zwrócili uwagę na dwóch młodych mężczyzn – Olka oraz jego o dwa lata młodszego kolegę – przechodzących w pobliżu przejścia dla pieszych. Na widok radiowozu obaj zaczęli uciekać.
17-latek został zatrzymany po krótkim pościgu. Okazało się, że miał przy sobie niewielką ilość narkotyków. Olek natomiast, uciekając przed policjantami, próbował przeskoczyć przez ogrodzenie liceum. Zaczepił się o metalowe pręty i doznał poważnego urazu – rozdarcia tętnicy udowej. Policjanci natychmiast zdjęli go z ogrodzenia i powiadomili dyżurnego o jego stanie.
Grudziądz: dramatyczna interwencja i śmierć Olka. Są zarzuty wobec lekarzy
Mimo szybkiego wezwania pomocy, działania ratowników i lekarza w karetce oraz szpitalu budzą poważne kontrowersje. Z nagrań, które powstały w karetce wynika, że nastolatek przez kilkadziesiąt minut wykrwawiał się, wielokrotnie prosząc o pomoc i tlen. Jednak ani lekarz, ani dwóch ratowników nie reagowali na wołania pacjenta.
Olek, skuty kajdankami, leżał na noszach, podczas gdy ratownicy wycierali ręce ubrudzone krwią w jego ubranie. Poza tym podczas akcji ratunkowej doszło do poważnego błędu – rurka intubacyjna została wprowadzona nie do tchawicy, lecz do przełyku. Nie dość tego karetka wiozła nastolatka do szpitala bez użycia sygnałów świetlnych i dźwiękowych. Po dotarciu na miejsce, u Olka doszło do zatrzymania krążenia.
Kulisy tej wstrząsającej sprawy przedstawił w swoim reportażu dziennikarz “Uwagi” TVN, Tomasz Patora.
Zobacz także: Dawid Mirkowski ogląda własny atak na Nowym Świecie. “Ciosy były dziwne”
Grudziądz. Setki osób na marszu pamięci po śmierci 19-letniego Olka. Uczestnicy apelują do ministra sprawiedliwości
W sobotę 24 stycznia na Rynku w Grudziądzu zebrały się tłumy, aby wziąć udział w Marszu dla Olka. Podczas protestu skierowano apel do ministra sprawiedliwości o interwencję w sprawie śmierci chłopaka oraz innych młodych osób, które – jak podkreślano – zginęły w podobnych okolicznościach.
— Jestem tu, bo to nasz obywatelski obowiązek, aby walczyć oto, aby sprawiedliwość dosięgnęła osoby, którzy skrzywdzili Olka. Każdy człowiek nie zasługuje na to, aby został tak potraktowany — mówi “Faktowi” pani Barbara.
— Jak ktoś potrzebuje pomocy, powinien być traktowany równo — dodaje pan Patryk, który przyszedł na marsz wspólnie z synem.
— Olek został potraktowany w sposób nieludzki — ocenia Paweł Grabowski. — Fajnie byłoby, gdyby na miejscu tych ratowników były osoby empatyczne, które uratowałyby chłopaka. Bo na sto procent miał szanse na przeżycie. Te osoby minęły się z zawodem. Ich postępowanie było karygodne. Samo ich podejście i udowadnianie, że Olek jest przestępcą, a nie osobą, którą trzeba ratować, jest nie na miejscu — dodaje.
W pierwszych rzędach marszu szli najbliżsi zmarłego. — Nigdy nie powinniśmy się tu spotkać — mówi “Faktowi” Małgorzata Shahbazyan, mama Olka. I nie ukrywa, że ma żal oto, że sprawa śmierci jej syna wyszła na jaw, dopiero gdy nagłośniła ją “Uwaga” TVN.
— Niestety, ale obudziłam się, ufałam, że mam tak mocny materiał dowodowy, że sprawa się odbędzie. Teraz wszyscy widzimy, w jakim kierunku to wszystko szło, czyli najprawdopodobniej umorzenia — zaznacza.
Zobacz także: Śmierć dziecka na Placu Szembeka. Mieszkańcy ostrzegają od lat
/13
Marek Dembski / newspix.pl
W sobotę 24 stycznia 2026 r. ulicami Grudziądza przeszedł Marsz dla Olka.
/13
Marek Dembski / newspix.pl
W pierwszych rzędach szli najbliżsi zmarłego oraz rodzice z różnych miast Polski, których dzieci również zmarły po interwencjach policji.








