List wdzięczności dla dziennikarza “Faktu”. Dzięki jego pomocy Maksym zdrowieje
Historia 19-latka, który przyjechał do Polski, by zmienić swoje życie i nagle w bardzo ciężkim stanie trafił do szpitala, poruszyła czytelników “Faktu”. W poniedziałek na ręce naszego dziennikarza złożone zostały oficjalne podziękowania. — Jesteśmy dozgonnie wdzięczni. To dzięki pana pomocy Maksym jest dziś z nami — mówiła wzruszona pani Aleksandra, przybrana ciocia chłopaka.
Maksym przyjechał do Polski w 2025 r. Chłopak uciekł z Ukrainy, gdzie wcześniej został skatowany przez kuzyna. Znalazł pracę w magazynie pod Warszawą. Pracował na zmiany dzienne i nocne, ponad siły, ale nikomu się nie skarżył, bo wiedział, że jest sam w obcym kraju i nikt mu nie pomoże. 17 października 2025 r. o godz. 5 rano stracił przytomność. Chłopak został przetransportowany karetką na Szpitalny Oddział Ratunkowy Wojskowego Instytutu Medycznego przy ul. Szaserów w Warszawie. Tam pełniący dyżur lekarze zauważyli, że jego głowa była wcześniej operowana. W trybie pilnym zlecili tomografię oraz niezbędne badania.
Na jaw wyszło, że Maksym miał pękniętą czaszkę oraz liczne urazy, które dały znać o sobie. Trafił na stół operacyjny. Lekarze z Wojskowego Instytutu Medycznego na Szaserów zrobili wszystko, by uratować chłopaka i postawić go na nogi. 19-latek opuścił już szpital i wraca do zdrowia. Ale, jak twierdzi pani Aleksandra, gdyby sprawa nie została nagłośniona w “Fakcie”, nie wiadomo, jak by się zakończyła.
Maksym leżał w szpitalu bez opieki. Pomógł mu nasz reporter
Reportaże o historii Maksyma dotarły do tysięcy odbiorców i poruszyły ich serca, ale też zmieniały rzeczywistość chłopaka. Pani Aleksandra dziś ze wzruszeniem opowiada o tym, co przeszła i jak szukała pomocy.
— Maks nie miał tu nikogo. Trafił do szpitala i leżał w nim sam jak palec. Jak go zobaczyłam po tej operacji, nie mogłam go tak zostawić. Musiałam mu pomóc. Początki były straszne. Maksym leżał nieprzytomny. Przychodziłam do niego i się nim opiekowałam. Jak go wybudzili, przynosiłam mu jedzenie i dbałam, by małymi krokami nabierał sił. Czasem sama z nich opadałam, bo nie miałam znikąd pomocy. Szukałam ratunku wszędzie, ale gdzie nie poszłam, to odsyłali mnie z kwitkiem. Zastanawiałam się cały czas, co jeszcze mogę zrobić, żeby pomóc Maksowi. Wtedy wpadłam na pomysł, żeby napisać do dziennikarza “Faktu” i nagłośnić całą sprawę — opowiada pani Ola.
— Byłam bezradna, ale powiedziałam sobie: raz się żyje. Nie wiedziałam, czy mi odpisze, po tym, jak zostałam potraktowana przez instytucje, do których się zwracałam. Kiedy jednak dostałam odpowiedź, ucieszyłam się. Poczułam, że już nie jestem sama z tym wszystkim, że ktoś mi pomoże — dodaje pani Aleksandra.
Po artykułach ruszyła lawina pomocy. Nasz dziennikarz z listem wdzięczności
Po publikacjach “Faktu” pomoc ruszyła w błyskawicznym tempie. Odezwali się ludzie z ambasady oraz czytelnicy, którzy zaoferowali wsparcie. Zbiórka na leczenie Maksa zamknęła się w bardzo krótkim czasie. Do pani Aleksandry zaczęli odzywać się ludzie z ośrodków rehabilitacyjnych i fundacji. Niedawno 19-letni Maksym otrzymał też pomoc od Straży Granicznej, która umożliwiła mu legalny pobyt w Polsce i kontynuowanie leczenia.
19-latek obecnie znajduje się w Ośrodku Opiekuńczo-Rehabilitacyjnym Nestor w Warszawie, gdzie intensywnie ćwiczy. Efekty? Jak mówią opiekunowie — są wręcz niesamowite! Każdy dzień przynosi postępy, które jeszcze niedawno wydawały się niemożliwe.
— Pracujemy z nim codziennie od poniedziałku do piątku półtorej godziny. To taki minimalny czas, który Maksym przebywa u nas na sali. Jak daje radę więcej, to oczywiście, że spędzamy więcej. Głównie skupiamy się na poprawie siły mięśniowej, kondycji wydolnościowej. Pracujemy metodami neurofizjologicznymi PNF. Staramy się wypracować jak najlepsze wzorce ruchowe. Maksymem zajmuje się cały zespół terapeutyczny, w skład którego wchodzi lekarz, fizjoterapeuta, pielęgniarka, opiekunka, pani psycholog — mówi Dmytro Kostiuk, zastępca kierownika działu rehabilitacji.
W poniedziałek dziennikarz “Faktu” Damian Ryndak odwiedził Maksyma, by na własne oczy zobaczyć, jak przebiega jego rehabilitacja. Spotkanie było niezwykle wzruszające. Podczas wizyty reporter został uhonorowany listem wdzięczności za swoje zaangażowanie i serce okazane chłopakowi.
— To dowód na to, że dziennikarstwo może zmieniać życie, a za każdym artykułem może stać prawdziwa pomoc. Historia Maksyma to nie tylko opowieść o dramacie, ale przede wszystkim o nadziei i sile ludzi, którzy nie pozostają obojętni. Nasi czytelnicy to skarb, a dobro wraca ze zdwojoną siłą. Bardzo się cieszę, że mogłem choć trochę pomóc — mówi Damian Ryndak.
Maksym wraca do zdrowia. Na jaw wychodzą przerażające informacje
Sparaliżowany Maksym walczy o życie w Polsce. “Boi się dnia wypisu”
Została ciocią dla Maksyma i chce odmienić jego świat. Dlatego opiekuje się 18-latkiem
/9
Burski Krzysztof / newspix.pl
Dziennikarz “Faktu” Damian Ryndak uhonorowany listem wdzięczności.
/9
Burski Krzysztof / newspix.pl
W poniedziałek odbyła się uroczystość, na której wręczano oficjalne podziękowania.








