Jest wyrok dla “policjantki spod kołdry” z Tarnobrzega
To koniec sprawy, która przez wiele tygodni żyła własnym życiem. I właśnie dlatego ten wyrok jest tak przewrotny.
Sąd uznał winę, ale nie skazał
We wtorek, 31 marca, przed Sądem Rejonowym w Tarnobrzegu zapadł nieprawomocny wyrok wobec Kingi B., byłej policjantki z Tarnobrzega. Jak relacjonowało “Echo Dnia” z sali rozpraw, sąd warunkowo umorzył postępowanie karne na okres roku.
To oznacza jedno: sąd uznał, że doszło do czynu zabronionego, ale w tej konkretnej sprawie nie zdecydował się wymierzyć kary.
Była funkcjonariuszka odpowiadała za to, że miała wielokrotnie bezprawnie sprawdzać w policyjnych systemach dane mężczyzny, z którym później związała się prywatnie. Prokuratura od początku przekonywała, że nie miała do tego żadnych podstaw służbowych.
Nie chodziło już o “kołderkę”
Jeszcze kilka miesięcy temu cała historia żyła głównie w internecie. To wtedy wybuchła afera wokół młodej dzielnicowej z Tarnobrzega. W mediach i sieci zaczęły krążyć doniesienia o przeszukaniu mieszkania i słynnej już “kołderce”.
Sama zainteresowana próbowała wtedy obrócić sprawę w półżart.
— Jedyne, co można mi zarzucić, to kołderka — mówiła jeszcze jesienią w głośnym wywiadzie.
Ale śledczy od początku patrzyli na tę sprawę zupełnie inaczej. Według prokuratury chodziło nie o życie prywatne, lecz o coś znacznie poważniejszego: wykorzystywanie policyjnych baz danych poza obowiązkami służbowymi.
Dzielnicowa z Tarnobrzega przerywa milczenie: Kołdra to jedyne, co mi można zarzucić
Sędzia powiedział to wprost
Najmocniejsze padło jednak dopiero w uzasadnieniu wyroku.
Jak opisało “Echo Dnia”, sędzia Stanisław Zych nie zostawił tu wielkiego pola do interpretacji. Podkreślił, że materiał dowodowy “w sposób niewątpliwy” wykazał, iż oskarżona dokonywała sprawdzeń wskazanej osoby w bazie KSIP. I dodał coś jeszcze bardziej uderzającego.
Według sądu, aby ukryć te sprawdzenia, do systemu miały być wpisywane nieprawdziwe dane numeru dziennika. Właśnie ten fragment najmocniej obciąża całą linię obrony. Prokuratora wskazywała, że to było świadome obchodzenie zasad.
Sąd uznał, że była policjantka działała bez uzasadnionego powodu i bez podstawy prawnej, a swoim zachowaniem godziła w interes publiczny oraz zaufanie do instytucji państwa, w tym do policji.
Była policjantka wraca przed sąd w Tarnobrzegu. “Już poniosłam karę”
Ona twierdziła co innego
Była funkcjonariuszka do końca przekonywała, że działała służbowo. Utrzymywała, że takie sprawdzenia wykonywała jako dzielnicowa regularnie i zgodnie z procedurami. Zapewniała też, że mężczyznę, którego dane sprawdzała, miała zweryfikować jeszcze zanim został jej partnerem.
Jej obrońca wnosił o uniewinnienie. Ewentualnie o warunkowe umorzenie postępowania.
Prokurator nie miał jednak wątpliwości. Domagał się uznania winy i kary sześciu miesięcy więzienia w zawieszeniu, grzywny oraz trzyletniego zakazu pracy w policji.
Tego sąd ostatecznie nie zrobił.
“Sama sobie wymierzyła karę”
Sędzia, uzasadniając decyzję o warunkowym umorzeniu, zwrócił uwagę, że oskarżona nie była wcześniej karana, miała dobrą opinię jako funkcjonariuszka i że samo postępowanie karne osiągnęło już swój cel.
Padły też słowa, które mogą zostać z tą sprawą na długo. Sąd ocenił bowiem, że była policjantka “sama sobie wymierzyła karę”, a to, co spotkało ją po wybuchu afery, hejt, rozgłos i publiczne upokorzenie, było trwałą konsekwencją jej czynu.
I właśnie tu ten wyrok robi się najbardziej gorzki.
Gdy wokół byłej dzielnicowej zrobiło się głośno, w sieci zaczęły krążyć nawet spekulacje o jej możliwym wejściu do świata freak fightów. Ostatecznie wybrała jednak zupełnie inną drogę.
Dziś pani Kinga studiuje pielęgniarstwo i dorywczo pracuje jako kelnerka w jednej z restauracji w Sandomierzu.








