Jeden pogrzeb, 23 osoby. Tak żegnano donatorów w Lublinie
To uroczystość, która odbywa się rzadko, średnio raz na trzy lata. W pogrzebie wzięły udział rodziny zmarłych oraz społeczność akademicka.
Dar, który ratuje życie
Donatorzy to osoby, które jeszcze za życia zdecydowały, że po śmierci ich ciała trafią na uczelnie medyczne. Dzięki temu przyszli lekarze mogą uczyć się anatomii w najbardziej realistyczny sposób.
— To niezwykły akt dobroci. Można uczyć się z książek czy aplikacji 3D, ale nic nie zastąpi kontaktu z prawdziwym ciałem człowieka — mówił prof. Jacek Baj z Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.
Jak podkreślają naukowcy, to nie tylko nauka anatomii, ale też lekcja szacunku do drugiego człowieka.
Rodziny mówią wprost
Dla bliskich to trudna, ale często świadoma decyzja. — Mąż chciał, żeby jego ciało służyło innym — mówiła w Radiu Lublin Albina Kozłowska, wdowa po profesorze UMCS. — Ja też jestem donatorem.
Podobnie zdecydowała inna z uczestniczek uroczystości. — Można jeszcze po śmierci zrobić coś dobrego. Studenci uczą się na prawdziwym ciele, a nie na fantomach — mówiła jedna z kobiet.
Ponad 400 osób na liście
Program donacji działa w Lublinie od lat. Od 2007 r. na listę wpisało się już ponad 400 osób. Wśród nich są lekarze, pielęgniarki, ale też osoby z zupełnie innych środowisk, w tym górnik czy ksiądz.
Tylko w ubiegłym roku do programu zgłosiło się 12 nowych donatorów.
Ciała trafiają do zakładów anatomii, gdzie są wykorzystywane do zajęć i badań. Po zakończeniu procesu naukowego organizowany jest wspólny pogrzeb. W Lublinie miał on szczególną oprawę. Uroczystości odbyły się zarówno w obrządku katolickim, jak i świeckim. Uczelnia ufundowała wspólny grobowiec, w którym, jeśli taka była wola bliskich, mogą spocząć prochy zmarłych.
Zamieszanie na pogrzebie Morawskiego. Żałobnicy błądzili po Ząbkach
Przyszli z życzeniami. Wyszedł z tego śmiertelny dramat w Kraśniczynie
Wzruszające słowa na pogrzebie Morawskiego. “Lepiej ci będzie”








