groźny wypadek nagrany kamerą. Turysta spadł 600 metrów w dół
W minioną sobotę na Rysach niemal w tym samym czasie doszło do dwóch bardzo niebezpiecznych wypadków.
Do pierwszego zdarzenia doszło w momencie, gdy grupa turystów już schodziła z góry, uprzednio zdobywając szczyt. Będąc około 150-200 metrów od alpinistów, Leszek Piszczyk zauważył, jak znajdujący się nad nim mężczyzna podczas manewru odwracania się traci równowagę i zaczyna spadać.
Przeżyłem wtedy szok. Zobaczyłem, jak ten chłopak nawet nie staczał się po stoku, a zaczął pikować głową w dół góry. Przecież warunki były idealne: dużo słońca, brak wiatru, trzymający się śnieg. Kiedy z ręki wypadł mu czekan, nic nie było w stanie go zatrzymać. Leciał tak przez około 600 metrów.
— opowiada w rozmowie z “Faktem” podróżnik. Pan Leszek przyznaje, że widząc na żywo całe zdarzenie, miał w głowie tylko jedną myśl — spadający człowiek właśnie zginął. Niemniej on, jak i reszta grupy zdecydowali się przyspieszyć tempo, aby dotrzeć do miejsca, w którym upadł wspinacz.
Chłopak miał ogromne szczęście. Kiedy do niego zszedłem, nie miał żadnych widocznych obrażeń. Zupełnie jakby nic się nie stało. Podczas rozmowy okazało się, że to obywatel Czech, około 30-letni mężczyzna. Jedynie, na co się skarżył, to ból małego palca w dłoni. To było bardzo dziwne, ale zszedł z góry o własnych siłach
— dodaje alpinista.
Moment upadku Czecha został zarejestrowany przez kamerę GoPro, zamontowaną na kasku pana Leszka. Po całym wydarzeniu, wiedząc, że spadającemu mężczyźnie nic się nie stało, podróżnik postanowił opublikować nagranie upadku. Jak sam pisze “ku przestrodze”.
Do wypadku doszło z jednego tylko powodu: braku doświadczenia. Podejrzewam, że następnego dnia, kiedy z ciała zeszła już cała adrenalina, odezwały się w nim bóle lub obicia. Niemniej, żyje.
— komentuje w rozmowie z reporterem “Faktu” pan Leszek.
Jagoda Gancarek ginie w wypadku balonowym. Rusza śledztwo
Bryła lodu uderzyła Polaka w twarz
Nieco mniej szczęścia miał 25-letni Kacper z Ostrowa Wielkopolskiego. Na mężczyznę, również na Rysach, w sobotę 7 marca, spadł blok lodu, który uderzył go w twarz. Odłamek nie był spowodowany wcześniejszym upadkiem Czecha.
Chłopak ten stracił równowagę i również spadł, wypuszczając czekan z rąk. Pokonał tak około 200 metrów. Kiedy zszedłem do niego, pomagał mu już przewodnik górski, który natrafił na poturbowanego wspinacza. Zrobił to naprawdę profesjonalnie, za co jeszcze raz mu dziękuję.
— mówi pan Leszek.
Mężczyźni postanowili zaopiekować się rannym 25-latkiem. Najpierw napoili go i dali do zjedzenia trochę cukrów, aby pobudzić organizm. Skontaktowali się także z Tatrzańskim Ochotniczym Pogotowiem Ratunkowym. Po wspólnej konsultacji zdecydowano, że alpiniści sprowadzą oszołomionego Kacpra na dół i przekażą ratownikom.
25-latek nie miał żadnego złamania, lecz jego twarz była mocno poturbowana po uderzeniu bryły lodu.
Przewodnik wziął go na linę, a my nieśliśmy jego rzeczy. Przez jakiś czas chłopak szedł o własnych siłach, jednak z każdym krokiem był coraz słabszy. Niekiedy się chwiał. Na szczęście doprowadziliśmy go do Morskiego Oka, gdzie oddaliśmy go ratownikom. Chwilę później zabrało go pogotowie.
— mówi w rozmowie z “Faktem” podróżnik. Jak dodaje, tym razem oba wypadki zakończyły się mimo wszystko szczęśliwie, lecz śmierć w górach, wynikająca z nieuwagi lub braku doświadczenia, jest jak najbardziej realnym zagrożeniem.
Tragedia w Mąkolinie. Właśnie to przekazano. “Nagła i bolesna wiadomość”
Młody mężczyzna ginie przy ul. Łanowej. Co wydarzyło się w bloku?
/4
@Leszek Piszczyk/Facebook
Upadek wspinacza poprzedziły spadające bryły lodu.
/4
@Leszek Piszczyk/Facebook
Mężczyzna w pewnym momencie pikował głową.








