Alarm w sądzie w Katowicach. Ewakuacja tuż przed ogłoszeniem wyroku
Na miejscu obecna jest dziennikarka “Faktu”, która do Sądu Okręgowego w Katowicach przybyła na ogłoszenie wyroku w procesie apelacyjnym Tomasza Sz. Te zaplanowano na 11:30. Niestety około 11:20 w budynku zawyły syreny. — W dniu 30 marca 2026 roku do około godziny 14.00 zarządzono ewakuacją obydwu budynków Sądu Okręgowego w Katowicach — powiedział sędzia Jacek Krawczyk, rzecznik sądu.
To miał być koniec procesu apelacyjnego Tomasza Sz.
Tomasz Sz. miał wykorzystywać nadzieję ciężko chorych kobiet, oferując im kosztowne “terapie” bez medycznych podstaw. Wynajmował urządzenie, które — jak twierdził — usuwa pasożyty i grzyby. Dwie jego pacjentki, Urszula K. († 66 l.) i Karolina G. († 35 l.), zmarły.
Sprawa wróciła na wokandę — w Sądzie Okręgowym w Katowicach ruszył proces apelacyjny. W pierwszej instancji mężczyzna został skazany na rok więzienia w zawieszeniu i zakaz wykonywania działalności. Odwołały się dwie strony: obrona chce uniewinnienia, prokuratura — surowszej kary. Podczas ostatniej rozprawy było bardzo nerwowo. Oskarżony atakował męża jednej z ofiar i ostro krytykował prokuratora, walcząc o swoją przyszłość.
Dwie kobiety nie żyją. “Terapie” naturopaty pod lupą sądu
Przypomnijmy, że sąd pierwszej instancji ustalił, że 59-latek wprowadzał pacjentki w błąd — miał przedstawiać się jako lekarz, podważać diagnozy onkologiczne i proponować “diagnostykę” przy użyciu kamieni, wahadełka czy generatora plazmowego. Za takie działania pobierał wysokie opłaty.
W przypadku Karoliny G. wynajął urządzenie za ponad 28 tys. zł i przekonywał, że problemem są pasożyty, nie rak piersi. Gdy jej stan się pogarszał, tłumaczył objawy inaczej i zalecał kolejne nietypowe rozwiązania. Z kolei Urszuli K., chorej na raka trzustki, miał mówić, że to nie nowotwór, lecz COVID-19, przez co kobieta straciła czas na leczenie.
Obrona przekonywała, że sąd błędnie ocenił dowody, a sam oskarżony prowadził legalną działalność i nikogo nie zmuszał do rezygnacji z leczenia. Jak podkreślała mecenas Izabela Nowak, jej klient wierzył w skuteczność swoich metod i nie działał z zamiarem oszustwa.
Prokurator stanowczo się z tym nie zgodził. — Oskarżony mówił im, że mają pasożyty, a nie raka — podkreślił, dodając, że kobiety były zniechęcane do badań i leczenia. Jego zdaniem to właśnie manipulacja doprowadziła do przerwania terapii onkologicznej. Śledczy domaga się kary trzech lat więzienia i uznania czynu za nieumyślne spowodowanie śmierci.
Sam Tomasz Sz. odrzuca zarzuty. Twierdzi, że nikogo nie odciągał od leczenia, a pacjentki zgłaszały się do niego jedynie po “wzmocnienie organizmu”. Winą obarcza męża jednej z kobiet i przekonywał: “to manipulacja faktami. Ja nikogo nie odciągałem od leczenia”. Bliscy ofiar nie kryją oburzenia. Mąż Urszuli K. mówił w sądzie, że oskarżony obraża wszystkich i ignoruje fakt, że obie kobiety przed śmiercią złożyły przeciwko niemu zeznania.
Czytaj także:
Prezydent Karol Nawrocki skaleczył się w Dallas. Tak zareagowali fotoreporterzy
Ta zbrodnia mrozi krew w żyłach. Nauczyciel oskarżony o zabójstwo 13-latki








