Afera w schronisku dla zwierząt w Bytomiu. Jest oświadczenie
W ostatnich dniach w Bytomiu doszło do dantejskich scen przed schroniskiem dla zwierząt. Przebywa tam 150 psów i 100 kotów. Pierwsze sygnały od miejskich radnych o rzekomych nieprawodłowościach w placówce pojawiły się już w lutym ub. r. Kolejne we wrześniu. Wtedy też wpłynęła petycja od mieszkańców. W grudniu ub. r. radny Maciej Bartków (PiS) wraz z radną Beatą Adamczyk-Nowak ( KO) przedstawili władzom miasta raport z pracy schroniska za lata 2010-2025. — Było mnóstwo nieprawidłowości. Pojawiły się informacje o eutanazji zwierząt w celach zarobkowych, przemocy i zaniedbaniach w opiece. Zwierzęta trzymane były we własnych odchodach — twierdzi Maciej Bartków.
Laluna i wolontariusze ruszyli szturmem na schronisko w Bytomiu
Radni krytycznie ocenili też sposób finansowania placówki. Władze Bytomia w grudniu ub. r. zleciły kontrole. Czekały na odpowiedź operatorki schroniska, ale nie nadeszła. Społecznikom brakło cierpliwości. Gdy w obronie zwierząt 14 stycznia br. do Bytomia zjechała celebrytka Laluna, znana m.in. z udziału w programie “Królowe życia”, sytuacja wymknęła się spod kontroli. Zgromadzeni fani i wolontariusze usiłowali wtargnąć siłą do placówki i odebrać zwierzęta. Domagali się natychmiastowej reakcji miasta. Wezwano policję. By wyciszyć nastroje, prezydent Bytomia, Mariusz Wołosz, poinformował o rozwiązaniu umowy z dotychczasową firmą.
Oświadczenie po decyzji prezydenta Bytomia. Winne jest miasto?
Anna K., właścicielka firmy zarządzającej placówką, była najpierw kierowniczką w bytomskim schronisku, a następnie założyła firmę i w 2024 r. podpisała dwuletnią umowę z miastem na prowadzenie przytuliska. Otrzymywała rocznie 2 mln zł z miejskiej kasy. Prowadziła też fundację przy schronisku. W oświadczeniu, opublikowanym po decyzji władz Bytomia, powołano się na wyniki kontroli przeprowadzonej w schronisku przez przedstawicieli miasta.
“Nie wykazywały uchybień mogących stanowić podstawę wypowiedzenia umowy, a jakiekolwiek nieprawidłowości były przez zarządcę usuwane — cała dokumentacja w tej sprawie jest dostępna w Urzędzie Miast Bytomia” — czytamy na stronie internetowej schroniska. W oświadczeniu zwrócono uwagę, że decyzje wydane przez Powiatowego Lekarza Weterynarii nie zostały wykonane z ich winy, ale ich wykonanie spoczywało na urzędzie gminy.
“Powiatowy Lekarz Weterynarii w Katowicach w wyniku przeprowadzonych w latach 2024-2025 kontroli wydał dwie decyzje administracyjne dotyczące kwestii związanych z leciwą schroniskową infrastrukturą — konieczności naprawy ogrodzenia, czy wyodrębnienia pomieszczeń dla kotów” — czytamy dalej. Jak podkreślono, zgodnie z umową takie prace należą do obowiązków Urzędu Miasta. “Czynności te, mimo prośby zarządcy, nie zostały wykonane do dnia dzisiejszego” — podsumowano.
Dodatkowo ujawniono, że Urząd Miejski w Bytomiu miał nie odpowiadać na zgłoszenia. 7 lutego ub. r. Anna K. miała informować o zatrzymaniu wody wymieszanej z moczem w budynkach zajmowanych przez psy. Powodem miały być szkody górnicze i zapadnie się budynku. Zanieczyszczenia nie odpływały z kanalizacji, ale w stronę przeciwną, zalewając boksy, w których są zwierzęta. Służby miejskie, a konkretnie Wydział Inżynierii Środowiska, miał zareagować na ten monit dopiero po 9 miesiącach.
Schronisko apeluje o wsparcie
W innym poście zamieszczonym przez schronisko przytoczona jest historia Baxtera. O wydanie tego psa domagała się Laluna. Obrońcy zwierząt oskarżali schronisko o to, że nikt nie zauważył śrutu w łapie psa. Nie uzyskali też informacji, dlaczego pies kuleje. Gdy pies znalazł się u weterynarza, ten twierdził, że wcześniej go nie widział. Schronisko odpiera zarzuty. W nagraniu wolontariuszka, która wyprowadzała psa, twierdzi, że Baxter ma kulę śrutową w kręgosłupie na trwałe, bo został postrzelony w rdzeń kręgowy. Z tego powodu zwierzę ma uszkodzoną łapkę i kuleje. Wolontariuszka ze łazami opowiada o traumie Baxtera skrzywdzonego przez ludzi. Dodajmy, że po interwencji Laluny pies trafił do azylu zajmującego się zwierzętami po przejściach. Dla kolejnych zwierzaków szukane są nowe domy, bo schronisko niemal z dnia na dzień zostanie zamknięte.
“Jestem od wielu miesięcy obiektem ataków, pomówień, znieważeń, które w sposób niebywały obciążyły nie tylko mnie, ale również moich oddanych pracowników i wolontariuszy. Otrzymujemy niezliczoną liczbę gróźb, a skrzynkę zalewa hejt. Wiemy, kto jest za to odpowiedzialny i dlaczego do tego doszło. To będzie już przedmiotem postępowań sądowych — nie pozwolę na szarganie mojego imienia dla celów politycznych i biznesowych. Kończymy odpowiedź na raport, jaki został wystosowany przed dwóch radnych — sami Państwo ocenicie jaki jest jego walor merytoryczny” — czytamy w anonimowym oświadczeniu schroniska.
Jednocześnie zwrócono się do internautów, by podzielili się dobrymi wspomnieniami związanymi ze schroniskiem. “Będziemy bardzo wdzięczni, jeśli zechcecie się nimi podzielić. Powiedzcie o nich innym, napiszcie kilka słów w internecie — dla nas to naprawdę wiele znaczy. Dziękujemy za wsparcie i życzliwość w tym trudnym czasie” — przekaznano.
Przykry widok na podwórzu. “Dobrego człowieka to przerosło”
Dramat psów na plebanii w Irządzach. Proboszczowi odebrano ledwo żywego owczarka
/10
Rafał Klimkiewicz / Edytor
Protesty przed schroniskiem dla zwierząt w Bytomiu. Władze miasta rozwiązują umowę z operatorem.
/10
Dawid Markysz / Edytor
Mariusz Wołosz, prezydent Bytomia.








