Dramatyczna walka o życie psa. Szokujące kulisy interwencji w Sobolewie
Chodzi o suczkę o imieniu Wrzeszcza. W ubiegłym roku do organizacji zajmującej się ochroną zwierząt wpłynęło zgłoszenie dotyczące znęcania się nad psem w Pilawie. Zgłoszono, że na terenie jednej z posesji przebywa niewidomy pies z dużym guzem. Po przyjeździe na miejsce okazało się, że zwierzę zostało już zabrane do schroniska. Gmina potwierdziła, że pies trafił do prywatnego azylu “Happy Dog” w Sobolewie. Uznano go za bezdomnego, a za takiego psa obowiązuje konkretna stawka wynikająca z umowy schroniska z gminą. Za samo wyłapanie go pobierane jest około 3 tys. zł. Następnie do tego dochodzi kwota za utrzymanie zwierzęcia w schronisku. Jest to około 1,5 tys. zł miesięcznie. To właśnie sprawa Wrzeszczy była początkiem działań społeczników, którzy chcieli zamknięcia schroniska w Sobolewie.
Nowe śledztwo przeciw Marianowi D.
Pogotowie dla Zwierząt złożyło do gminy Garwolin, na terenie której działało schronisko, oficjalny wniosek o odebranie psa. Po negocjacjach ustalono, że do końca października 2025 r. pozostanie w Sobolewie, a od 1 listopada przejdzie pod opiekę fundacji. Jednak próby kontaktu z Marianem D. nie przyniosły efektu, dlatego przedstawiciele Pogotowia postanowili odebrać psa osobiście.
— Przyjechaliśmy na miejsce. Argumentował, że pies nie jest zaszczepiony i musi przejść szczepienie. Po czym zniknął na trzy godziny. Po powrocie stwierdził, że podczas podróży do lecznicy psu pękł guz — mówi nam Grzegorz Bielawski z Pogotowia dla Zwierząt.
Nie chciał jednak zdradzić, w której placówce zostawił zwierzę. Mimo to fundacji udało się ustalić, że Wrzeszcza – tak ją nazwano w Sobolewie, u właścicieli wabiła się Perełka – trafiła do lecznicy w Dęblinie. — Pojechaliśmy tam i na recepcji powiedziano nam, że faktycznie przyjechała dzisiaj, ale guz pękł jej tydzień temu — opisuje.
Po interwencji urzędniczki z Pilawy i policji udało się obejrzeć psa. Jego stan był bardzo zły, gorszy niż miesiąc wcześniej. Został natychmiast zabrany do całodobowej przychodni w Łazach, gdzie zdiagnozowano poważne zaniedbania zarówno ze strony poprzednich właścicieli, jak i schroniska.
— Lekarze zastanawiali się, czy go nie uśpić, ale podjęliśmy walkę — wyjaśnia Bielawski.
Sunia przeszła szereg zabiegów, w tym usunięcie guza oraz leczenie zespołu Cushinga. Po operacji jej stan początkowo się poprawił, jednak po tygodniu nastąpiło pogorszenie. Zmarła.
Organizacja złożyła zawiadomienie o znęcaniu się nad psem w schronisku. Jednocześnie zaproponowała, że wspólnie z innymi fundacjami zaopiekuje się pozostałymi psami z Sobolewa. Prokuratura w Garwolinie zaakceptowała plan interwencji, jednak ostatecznie policja nie dopuściła do przeprowadzenia akcji.
Psy w Sobolewie żyły na mrozie. Urzędnicy nie widzieli problemu
Ostatecznie, po licznych protestach (w jego zamknięcie zaangażowała się m.in. piosenkarka Doda), udało się wejść do Sobolewa pod koniec stycznia 2026 r. O jego zamknięciu zdecydował powiatowy lekarz weterynarii, o czym poinformował premier Donald Tusk.
“Schronisko w Sobolewie to kolejny dowód na to, że ludziom desperacko brakuje tego, czego możemy uczyć się od psów: miłości, wierności, charakteru” — napisał premier.
Podczas ewakuacji naliczono 146 psów oraz dwa koty. Niektóre były skrajnie wychudzone, z otwartymi ranami, guzami i nieleczonymi urazami. Wiele było w bardzo złym stanie psychicznym. U psa Lolo stwierdzono krwawe wylewy na gałce ocznej, a u innej suni guz znajdował się w bezpośredniej okolicy przepukliny.
Zobacz także: Ewakuacja zwierząt z Sobolewa. “Musieliśmy podpisać cyrograf”
Radni bronią schroniska. “To zostało wyreżyserowane”
Radni gmin współpracujących z Marianem D. nadal bronią tej placówki. — Pan, który prowadził schronisko, z miłości do psów otworzył to schronisko i dbał o nie. Znał ich język. Wiedział, jak się zachowują i jak z nimi postępować — takimi słowami radny Ryszard Walasek podsumował sprawę schroniska w Sobolewie podczas jednej z sesji Rady Gminy Ryki.
— Osobiście nic nie zauważyłem, co odbiegałoby od normy. Nie zgadzam się, że warunki były straszne. To zostało wyreżyserowane — uważał z kolei radny Wojciech Miszczak.
Cierpienia zwierząt nie dostrzegał również wójt gminy Sobolew. Podobnie jak wicewojewoda mazowiecki Robert Sitnik, który dosłownie dwa dni przed głośnym zamknięciem azylu pochwalił się, że osobiście sprawdził warunki, w jakich przebywają zwierzęta w schronisku.
A gdy z hukiem zamknięto azyl, tłumaczył, że został wprowadzony w błąd, bo… nie dostał informacji o nieprawidłowościach od odpowiednich urzędów.
Zobacz także: Robert Sitnik broni się po aferze w Sobolewie. “Zostałem wprowadzony w błąd”
Tak wyglądała rzeczywistość w schronisku w Sobolewie
Dodatkowym, szokującym aspektem tej sprawy jest to, że od ośmiu lat w sądzie toczyła się sprawa przeciwko Marianowi D. Jak to jest możliwe, że będąc oskarżonym za znęcanie się nad zwierzętami, nadal prowadził schronisko i zarabiał na zwierzętach? Nikt nie jest w stanie odpowiedzieć na to pytanie.
W czasie procesu wyszło na jaw, że przy blisko 200 zwierzętach pracowała tylko jedna, na dodatek niepełnosprawna osoba. Weterynarza na miejscu nie widywano. Psy stały latem całe dnie na pełnym słońcu, a zimą w brei i odchodach.
— Mam adoptowanego psa z tego schroniska. Nigdy nie doszedł do siebie. Jest tak zwichrowany, że gdy nawet ktoś tupnie, kuli się i leje pod siebie — mówi nam prawniczka Justyna Chejde.
W schronisku chore zwierzęta, cierpiące m.in. na parwowirozę i lambliozę, trafiały do tych samych boksów, co zdrowe. Nie przeprowadzano dezynfekcji ani kwarantanny po pobycie zakażonych zwierząt, co narażało kolejne psy i koty na kontakt z groźnymi patogenami. Brakowało także regularnej profilaktyki przeciwpasożytniczej, mimo że pasożyty były obecne zarówno w odchodach, jak i w wodzie.
Dominujące zwierzęta zjadały całą karmę, przez co słabsze i lękliwe psy nie miały do niej dostępu. Dodatkowo przez długi czas podawane produkty mięsne nie były mielone, co utrudniało spożywanie pokarmu i prowadziło do problemów z przełykaniem.
Sobolew: wyrok dla właściciela schroniska Happy Dog
Psy były również spragnione. — Podczas spacerów jadły śnieg lub łapczywie rzucały się na wodę, po czym wymiotowały — podkreśliła sędzia Agata Brańska-Baran, uzasadniając wyrok, który zapadł 23 marca.
Zwróciła uwagę na brak odpowiedniego doboru zwierząt do boksów. Psy umieszczano razem bez względu na wielkość, temperament czy płeć — często razem przebywały psy dominujące i lękliwe, a także suczki i psy, również niekastrowane. Przykładem jest suczka Leyla, która urodziła szczenięta w boksie z innymi psami i wymagała pilnej pomocy weterynaryjnej z powodu zapalenia gruczołu mlekowego i wysokiej gorączki. Z kolei psy Sosna i Szyszka zostały wydane do adopcji jako zwierzęta wysterylizowane, choć w rzeczywistości tak nie było.
Marian D. został skazany na 1,5 roku pozbawienia wolności. Ma również 8-letni zakaz posiadania zwierząt oraz 10-letni zakaz prowadzenia działalności związanej ze zwierzętami. Został też obciążony kosztami postępowania oraz zobligowany do wpłacenia 40 tys. zł na rzecz Fundacji Złap Dom, która przez wszystkie te lata walczyła o sprawiedliwość.
Zobacz także: Proces właściciela Happy Dog w Sobolewie. “Był królem życia i śmierci”








