Wyrok za tragedię na Mont Blanc. Organizator wyprawy skazany po latach
Rok i sześć miesięcy więzienia to wyrok dla organizatora tej śmiertelnej wyprawy. O trzy miesiące więcej niż wcześniej wydał sąd rejonowy. Zbigniew B. ma też zakaz organizowania komercyjnych wypraw przez pięć lat. Musi zapłacić 25 tys. zł zadośćuczynienia rodzinie. Sędzia Andrzej Czaputa nie owijał w bawełnę: — Oskarżonemu zabrakło wyobraźni. Nie można przejść obojętnie wobec tego, że jego postawa zakończyła się tragedią.
Wyprawa w Alpy zakończona tragedią
To miała być wyprawa marzeń w Alpy, połączona z niespodzianką. Maciej Frączek (wówczas 32 l.) zabrał pierścionek zaręczynowy i chciał poprosić ukochaną o rękę po zejściu z Mont Blanc. Znali się trzy lata, planowali wspólne życie. Wyjazd kosztował 4,6 tys. zł za osobę. Maciej był pewien, że jadą pod opieką licencjonowanego przewodnika, Zbigniewa B. Tak przynajmniej było w ogłoszeniu. Prawda okazała się zupełnie inna.
Sędzia Andrzej Czaputa, uzasadniając dziś wyrok dla Zbigniewa B. wyliczył kluczowe zaniedbania mężczyzny. To one — zdaniem sądu — doprowadziły do tragedii, której można było uniknąć.
Zbigniew B. był liderem. Ponosi pełną odpowiedzialność
Jak podkreślił sędzia Czaputa, Zbigniew B. nie był przypadkowym uczestnikiem wyprawy, lecz jej faktycznym organizatorem i liderem. To on pobierał od uczestników pieniądze, opłacał ubezpieczenie, organizował transport, decydował o noclegach, prowadził odprawy oraz wyznaczał trasy marszu. — Zgodnie z ustaleniami, to na nim spoczywała rola gwaranta bezpieczeństwa wynikającego z regulaminu podpisanego przez uczestników — argumentował sędzia Andrzej Czaputa.
Sąd zwrócił przy tym uwagę, że sam regulamin, którego zapisy miały wyznaczać zasady organizacji wyjazdu, był pełen sprzeczności i nie zapewniał realnych standardów bezpieczeństwa.
Brak weryfikacji uczestników
Jednym z najpoważniejszych zarzutów była całkowita rezygnacja z weryfikacji doświadczenia i przygotowania uczestników. Sędzia wskazał, że organizator miał obowiązek sprawdzić: kondycję fizyczną, kompetencje i doświadczenie górskie, wyposażenie i realne możliwości uczestników. Tymczasem wiele osób z tej wyprawy nie miało żadnego doświadczenia z górami wysokimi, a część była całkowicie nieprzygotowana do tak wymagającej trasy. Wśród nich znajdowała się także Aneta († 40 l.), która zginęła. Miała trudności z pokonywaniem kolejnych odcinków, była obciążona ciężkim bagażem, nie miała kasku ani czekana, podstawowego sprzętu zabezpieczającego w terenie wysokogórskim. Według sądu to wykluczało jej udział w takiej wyprawie i powinno skłonić organizatora do natychmiastowej reakcji.
Zbyt liczna grupa, brak uprawnień i “czarne przewodnictwo”
Sąd jednoznacznie stwierdził, że 13-osobowa grupa była zdecydowanie za duża jak na realia wysokogórskie, szczególnie w zestawieniu z brakiem doświadczenia wielu uczestników. Jednocześnie Zbigniew B. nie posiadał żadnych stosownych uprawnień do prowadzenia grupy w wysokie góry. W uzasadnieniu padło również sformułowanie “czarne przewodnictwo”, wskazujące na nielegalne, nieprofesjonalne i skrajnie niebezpieczne prowadzenie komercyjnych wyjazdów bez licencji.
Sędzia zwrócił uwagę na jeszcze jeden element: organizator polecił uczestnikom, by w razie spotkania z żandarmerią twierdzili, że są grupą przyjaciół. W ocenie sądu wskazywało to na świadome obchodzenie przepisów i działanie z premedytacją.
Sąd oddalił powództwo dotyczące zwiększenia wypłaty odszkodowań dla bliskich Anety, argumentując, że mogą dochodzić ich na drodze cywilnej. Wyrok w sprawie Zbigniewa B. kończy wieloletnie postępowanie dotyczące tragicznie zakończonej wyprawy na Mont Blanc.
Sąd skazał wspinacza za śmierć partnerki. “Rażące niedbalstwo”
33-latka zamarzła 50 metrów od szczytu. Czy partner zostawił ją na pewną śmierć?
/9
Rafał Klimkiewicz/Edytor
Sędzia Andrzej Czaputa ogłosił prawomocny wyrok dla Zbigniewa B., organizatora śmiertelnej wyprawy w Alpy. Zginęła 40-letnia Aneta.
/9
Rafał Klimkiewicz / Edytor
Zbigniew B. został skazany na rok i 6 miesięcy więzienia.








