Śmieci pod blokiem rosną, winnych brak. Mieszkańcy oburzeni
Informacja o zalegających odpadach pojawiła się na jednej z grup w środę 1 kwietnia. Zaapelowano w niej do prezesa Spółdzielni Waszyngtona o uprzątnięcie bałaganu przed świętami.
— Do Wielkiego Piątku zostały dwa dni. Koszt wynajęcia kontenera na odpady to 1000 zł. Da się to załatwić jeszcze przed sobotnim święceniem pokarmów i rodzinnymi spotkaniami przy wielkanocnym stole. Apelujemy do pani prezes i członków zarządu Spółdzielni Waszyngtona — zajmijcie się w końcu uprzątnięciem tego bałaganu — czytamy na grupie.
— Niech pan zobaczy. To wygląda fatalnie. Idą święta, a my mamy pod oknami śmietnik — mówią reporterowi “Faktu” zdenerwowani mieszkańcy.
Sprawa, jak się okazuje, była zgłaszana do administracji. Dozorczyni wielokrotnie informowała spółdzielnię o problemie, ale ta — jak wynika z rozmów — podjęła jedynie próbę ustalenia, do kogo należą odpady. Osoby, które prowadziły remonty, miały zostać pisemnie pouczone o obowiązku uprzątnięcia śmieci budowlanych we własnym zakresie albo poprzez zamówienie kontenera lub specjalnych worków. Problem w tym, że nie wszyscy teraz poczuwają się do odpowiedzialności.
Remontowali mieszkania, a teraz liczą, że spółdzielnia to posprząta
Sąsiedzi, którzy robili remont w mieszkaniach i wynieśli odpady budowlane na skwer, nie poczuwają się do ich uprzątnięcia. Od dwóch tygodni nie zrobili nic w tej sprawie. Najwyraźniej cały czas liczyli na to, że spółdzielnia zrobi to za nich na własny koszt. Wybraliśmy się do władz spółdzielni, aby porozmawiać o tym wysypisku.
Pani Agnieszka, kierowniczka ds. administracyjnych, mówi wprost:
— Mieszkańcy zrobili ten bałagan i czują się bezkarni. Część osób wywiozła swoje śmieci, a teraz się wypierają. Nie mamy tam monitoringu, więc trudno kogokolwiek złapać na gorącym uczynku — tłumaczy.
Jak dodaje, mieszkańcy bardzo mocno wykorzystują sytuację. — Skoro śmieci już leżą, kolejne osoby bez skrupułów dokładają następne odpady, przez co ich przybywa — podkreśla.
Nie było decyzji pani prezes. Śmieci leżą pod blokiem
— Na razie żadne decyzje w tej sprawie nie zapadły. Mamy związane ręce, bo nie podejmujemy decyzji finansowych samodzielnie — słyszymy.
Sytuację komplikuje również brak odpowiednich narzędzi do egzekwowania przepisów, a pisma z wezwaniem do uprzątnięcia odpadów pozostają bez skutku. Mieszkańcy zwracają też uwagę na szerszy problem — brak odpowiedzialności za wspólną przestrzeń.
— Ludzie zachowują się tak, jakby mieszkali w hotelu. Wyrzucają śmieci w miejscu niedozwolonym i liczą, że ktoś inny się tym zajmie i to uprzątnie — mówi pani Grażyna, która mieszka w okolicy.
Kiedy teren zostanie uprzątnięty? Ludzie obawiają się, że jeśli nikt nie podejmie zdecydowanych działań, sytuacja będzie się tylko pogarszać, a sterta śmieci będzie wciąż rosła.
Dyscyplinarne zwolnienie kierowniczki z Dino. “To było plucie w twarz”
Policyjna akcja w Warszawie. Wpadł sportowiec z nielegalnym towarem
Dziennikarz “Faktu” pomógł odmienić los Maksyma. “Jesteśmy wdzięczni”
/7
Damian Ryndak / –
Śmieci cały czas są dokładane przez mieszkańców.
/7
Damian Ryndak / –
Na skwerze między blokami powstało śmietnisko.








