Nożownik w Dębicy zaatakował na przystanku. 27-latek walczył o życie
Do zdarzenia doszło w sobotę, 28 marca, na przystanku przy ul. Krakowskiej w Dębicy. Jak poinformowała prokuratura, 40-letni Krzysztof N. miał ugodzić nożem 27-letniego mieszkańca powiatu dębickiego.
Jak ustaliliśmy, do ataku doszło około godz. 16.30. Mężczyzna otrzymał dwa ciosy nożem. Jedna z ran była powierzchowna i znajdowała się na szyi. Druga, w okolicach barku, okazała się znacznie poważniejsza. To właśnie ona wymagała pilnej interwencji chirurgicznej. Pomoc wezwała przypadkowa kobieta, która przechodziła w pobliżu i natknęła się na zakrwawioną ofiarę.
Najpierw 27-latek. Potem wyszedł na jaw drugi atak
Początkowo wszystko wskazywało na to, że chodzi o brutalne ugodzenie 27-latka. Dopiero później okazało się, że tego samego dnia i w tym samym miejscu ranny został także drugi mężczyzna.
Jak przekazała prokuratura, 40-latek miał zaatakować również 29-letniego mieszkańca powiatu dębickiego. W jego przypadku obrażenia były lżejsze.
Wszystko przez źle odczytany gest?
Najbardziej niepokoi jednak to, jaki miał być motyw całej napaści.
Tuż po ataku na 27-latka głos zabrał rzecznik dębickiej policji. W rozmowie z Debica24.pl podkom. Jacek Bator wskazywał, że w tle całego zdarzenia mogło być zwykłe nieporozumienie.
— Poszkodowany miał wykonać jakiś gest, a podejrzany źle go odczytał, myśląc, że to pod jego adresem — tłumaczył policjant.
Usłyszał poważne zarzuty
Po ataku sprawca zniknął. Policjanci jednak szybko wpadli na jego trop. Jeszcze tego samego dnia zatrzymano dwóch mężczyzn — 40-letniego Krzysztofa N. i jego młodszego kolegę. Obaj byli pod wpływem alkoholu. Ostatecznie zarzuty usłyszał tylko starszy z nich. Drugi został zwolniony.
— Podejrzany częściowo przyznał się do zarzucanych mu czynów i złożył wyjaśnienia — przekazał prok. Krzysztof Ciechanowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie.
Sąd nie miał wątpliwości
Prokuratura wystąpiła do Sądu Rejonowego w Dębicy z wnioskiem o tymczasowy areszt dla podejrzanego.
— Przesłankami były grożąca podejrzanemu surowa kara, obawa ucieczki, możliwość wpływania na świadków, a także brak stałego miejsca pobytu — mówi prok. Krzysztof Ciechanowski.
We wtorek, 31 marca, sąd zdecydował o aresztowaniu Krzysztofa N. na trzy miesiące.
Był już wcześniej karany
To nie pierwszy raz, gdy 40-latek wszedł w konflikt z prawem. Prokuratura ujawniła, że był już wcześniej karany, między innymi za kradzież z włamaniem, a także przestępstwa przeciwko funkcjonariuszom publicznym. Teraz za najpoważniejszy z zarzucanych mu czynów grozi kara od 3 do nawet 20 lat więzienia.
Ludzie nie kryją strachu
Najbardziej porusza jednak to, gdzie doszło do tej napaści. Nie w odludnym zaułku. Nie nocą na obrzeżach miasta. Tylko przy przystanku, w miejscu, które dla wielu mieszkańców jest częścią zwykłej codzienności.
W sieci szybko pojawiły się komentarze.
— Człowiek już nawet na przystanku nie może czuć się bezpiecznie — pisze jeden z internautów.
— Jeden źle odczytany gest i ktoś walczy o życie? To jest przerażające — komentuje kolejna osoba.
— To mogło spotkać każdego — dodają mieszkańcy.
Tragedia w Słupsku. Kierowca BMW staranował pieszych. Jest wyrok
Egzekucja na Florydzie odwołana w ostatniej chwili. Co ujawnią nowe badania?








