Egzekucja Jamesa Ducketta zatrzymana. Sąd zgodził się na analizy DNA
Data utworzenia:
Na kilka dni przed planowaną egzekucją doszło do niespodziewanego zwrotu w jednej z najdłużej trwających spraw karnych na Florydzie. James Duckett, były policjant skazany na karę śmierci za gwałt i zabójstwo 11-letniej dziewczynki, nie zostanie stracony 31 marca. Sąd Najwyższy Florydy wstrzymał wykonanie wyroku, zgadzając się na przeprowadzenie dodatkowych testów DNA.
Foto:
123RF, Florida Department of Corrections
Do zabójstwa doszło 11 maja 1987 r. w miejscowości Mascotte na Florydzie. 11-letnia Teresa Mae McAbee zaginęła po wizycie w sklepie. Jej ciało odnaleziono później w jeziorze.
James Duckett, wówczas funkcjonariusz policji, był jedną z ostatnich osób, które widziały dziewczynkę. Prokuratura oskarżyła go o porwanie, gwałt i morderstwo, zarzucając mu wykorzystanie pozycji policjanta do popełnienia zbrodni. Sam Duckett twierdzi, że polecił dziewczynce wrócić do domu.
Sąd wydał wyrok — kara śmierci.
30 czerwca 1988 r. Duckett został skazany na karę śmierci — początkowo przez krzesło elektryczne. Następnie sposób wykonania kary zmieniono na zastrzyk. Kluczowe dowody miały charakter pośredni. Chodziło przede wszystkim o odciski palców dziewczynki na masce samochodu, ślady opon na miejscu zbrodni, włosy łonowe na ciele ofiary oraz zeznania świadka, który twierdził, że widział Teresę wsiadającą do auta Ducketta.
Dodatkowo trzy kobiety zeznały, że w młodości były przez niego molestowane. Przełożeni wskazywali na nietypowe zachowanie mężczyzny na miejscu odnalezienia ciała.
Duckett miał zostać uśmiercony przez śmiertelny zastrzyk po niemal czterech dekadach spędzonych w celi śmierci. Sąd przychylił się jednak do wniosku o ponowne, dokładniejsze badania materiału biologicznego zabezpieczonego na miejscu zbrodni — informuje “USA Today”.
Nowoczesne analizy ma przeprowadzić wyspecjalizowana jednostka, a instytucja nadzorująca postępowanie ma przedstawić raport o postępach do 2 kwietnia.
Obrona: dowody da się wyjaśnić inaczej.
Adwokaci od lat próbują podważyć ustalenia prokuratury. Twierdzą, że ślady opon pojawiły się, bo Duckett przyjechał na miejsce po odnalezieniu ciała. Dziewczynka mogła natomiast dotknąć auta podczas wcześniejszej rozmowy z policjantem.
Kluczowe znaczenie ma materiał biologiczny. Przeprowadzane dotąd testy nasienia były niejednoznaczne z powodu zbyt małej ilości próbek. Teraz obrona liczy, że nowe metody DNA pozwolą jednoznacznie wskazać sprawcę.
Sam policjant konsekwentnie zaprzecza winie. Jego prawnicy wskazują na innych potencjalnych sprawców, w tym nastolatka, z którym Teresa rozmawiała krótko przed zaginięciem.
Na razie Duckett pozostaje w celi śmierci, ale decyzja sądu oznacza, że — po 40 latach — sprawa znów jest otwarta.
Zakopane zasypane śniegiem przed Wielkanocą. “Istny armagedon”
Wolontariuszki ratują kota. Akcja przy ruchliwej trasie. Nagranie podbija sieć








