10 lat temu zmarł ks. Jan Kaczkowski. To o nim jest film “Johnny”
Nosił koloratkę, sutannę i charakterystyczne okulary. Słabo widział, ale ludzi, szczególnie tych najsłabszych i najbardziej potrzebujących, dostrzegał zawsze. Ks. Jan Kaczkowski (†38 l.), dyrektor i założyciel Puckiego Hospicjum pw. św. Ojca Pio, do dziś jest wspominany przez tysiące Polaków.
Ks. Jan Kaczkowski sam o sobie mówił z dystansem — “onkocelebryta”, bo był znany z tego, że walczył z rakiem. Pomagał pacjentom onkologicznym odejść z godnością, ale i sam zmagał się z tą chorobą. Polacy, nie tylko wierzący, pokochali go za autentyczność i szczerość. Często powtarzał: zamiast ciągle na coś czekać, zacznij żyć, właśnie dziś. Jest o wiele później, niż ci się wydaje. Jego słynne cytaty do dziś są powtarzane przez tysiące ludzi.
Rocznica śmierci ks. Jana Kaczkowskiego
W rocznicę śmierci w pięknych słowach wspomina go Fundacja im. ks. Jana Kaczkowskiego.
Dziś, 10 lat po Jego śmierci, najbardziej tęsknią Ci, którzy dali Mu życie. My możemy obiecać Im jedno: nie pozwolimy, żeby pamięć o Janie zniknęła
— napisano w przejmującym wpisie w mediach społecznościowych.
Puckie Hospicjum wspomina ks. Jana Kaczkowskiego
Wzruszające słowa opublikowano także na stronie Puckiego Hospicjum.
“Dziś mija 10 lat od śmierci śp. ks. Jana Kaczkowskiego. Był przyjacielem. Szefem. Wizjonerem. Człowiekiem, który widział w innych więcej, niż oni sami potrafili w sobie dostrzec i umiał to wydobyć” — przekazano.
Zostawił po sobie coś więcej niż słowa. Zostawił sposób patrzenia na drugiego człowieka. Uważność. Odwagę w mówieniu o tym, co naprawdę ważne. I przekonanie, że czasu nie odkłada się na później. Potrafił zatrzymać się przy człowieku. Dawał swój czas, słuchał, był obecny. Motywował do działania, ale też uczył, że w tym działaniu najważniejszy jest sens i drugi człowiek
— czytamy na profilu Puckiego Hospicjum pw. św. Ojca Pio.
Pod tymi postami są tysiące komentarzy i reakcji internautów. Ludzie wspominają kapłana w pięknych słowach:
“Wciąż tak bardzo żal”,
Mam nadzieje że kościół ogłosi Ks Jana Kaczkowskiego Świętym
“Janie pamiętam”,
Żałuję ze nigdy nie poznałam Go osobiście. To prawdziwy Człowiek. Przeczytałam wszystkie jego książki. Dodał mi siły i zabrał strach. Film “Johnny” powinien każdy obejrzeć jak i przeczytać jego biografie
“Spotkałam ks. Jana w szpitalu w Lublinie. Leżał na łóżku obok mojego taty. Był bardzo chory, ale poczucie humoru miał niesamowite. Moja mama siedziała z nim dużo czasu na rozmowach i modlitwie. Opiekowała się moim tatą i pomagała ks. Janowi. Często wracamy do tych chwil we wspomnieniach i dziękujemy, że mogliśmy Go poznać”,
Choć Go nie ma, ciągle jest…
— piszą internauci.
Ks. Jan Kaczkowski. To o nim jest film “Johnny”
Historia ks. Jana trafiła na wielki ekran. To właśnie on stał się bohaterem głośnego filmu “Johnny”. Dawid Ogrodnik, który wcielił się w postać duchownego, przeszedł niezwykłą metamorfozę. — Wygląda jak Jan i mówi jak Jan — zachwycali się twórcy filmu. Dzięki tej historii miliony Polaków pokochały go na nowo.
Ks. Jan nie bał się mówić tego, co myśli. Nawet gdy biskupi krytykowali jego działania, nie milczał.
Księża biskupi muszą pamiętać o tym, że nie są nieomylni. (…) Apeluję z wielką pokorą synowską, żeby byli niezwykle krytyczni wobec siebie. (…) Wtedy będą w sposób czysty i wiarygodny przekazywali Ewangelię
— mówił w jednym z wywiadów.
Mawiał o sobie “onkocelebryta”. Ks. Jan Kaczkowski zmagał się z glejakiem
Kapłan zmarł w Poniedziałek Wielkanocny, 28 marca 2016 r. w rodzinnym domu w Sopocie. Miał niespełna 39 lat. Z glejakiem mózgu zmagał się cztery lata. Diagnozę usłyszał 1 czerwca 2012 r. Lekarze dawali mu zaledwie pół roku życia. Każdy miesiąc był dla niego cudem.
“Ten glejak czwartego stopnia, który bardzo źle rokuje, nie jest dla mnie niczym przyjemnym. Ale też nie jest jakimś potworem i tragedią, jestem po prostu chory. (…) To, co się dzieje w mojej głowie, każe mi wykorzystać ten nowotwór, żeby cały czas machać łapami i mówić to, co mi sumienie dyktuje w kontekście prawdy” — pisał w swojej książce “Grunt pod nogami”.
Ks. Jan dobrze wiedział, że jego czas jest policzony. W swojej książce opisał, jak chciałby, żeby wyglądał jego pogrzeb.
Spoczął na cmentarzu komunalnym w Sopocie. Wielu ludzi uważa go za wzór współczesnego świętego. To on w 2005 r. uruchomił w Pucku domowe hospicjum, a cztery lata później — stacjonarną placówkę, która działa do dziś.
/3
Mateusz Ochocki/KFP, Katarzyna Naworska/newspix.pl
Ks. Jan Kaczkowski zmarł 28 marca 2016 r.
/3
Mateusz Ochocki / KFP
Ks. Jan Kaczkowski.








