Śmierć Joanny i jej syna poruszyło Czechowice-Dziedzice. Sąsiedzi w szoku
Przypomnijmy, w piątek rano policja wszczęła pilne poszukiwania, bo — jak wynikało z komunikatu — istniało “realne zagrożenie życia”. Chwilę wcześniej na komendę zgłosił się zrozpaczony mąż kobiety. Błagał o pomoc. Jego żona i syn mieli wyjść z mieszkania przy ul. Krzanowskiego dzień wcześniej ok. godz. 23.00. Funkcjonariusze, strażacy, psy tropiące, drony wyposażone w kamery termowizyjne, quady — blisko sto osób przeczesywało teren, bo każda minuta mogła decydować o życiu.
Buty na brzegu i kurtka. Dramatyczny finał akcji
Nadzieja trwała tylko kilka godzin. Wczesnym popołudniem w piątek (27 marca) sytuacja zmieniła się dramatycznie. Przypadkowy przechodzień nad stawem “Maciek” zauważył na brzegu porzucone buty i kurtkę. Chwilę później strażacy potwierdzili najgorsze: na wodzie unosiło się ciało kobiety. Wezwano specjalistyczną grupę nurkową, by przeszukać zbiornik. Około godziny 14.40 sonar wskazał ciało zaginionego nastolatka.
Służby nie przesądzają o przyczynach tej tragedii. Wskazują, że śledztwo jest na początku drogi. Nieoficjalnie pojawiają się hipotezy o samobójstwie rozszerzonym — ale prokuratura na razie nie potwierdza żadnej wersji.
Rodzina dopiero co wprowadziła się na Krzanowskiego. Sąsiedzi wstrząśnięci
Rodzina mieszkała w bloku przy ul. Krzanowskiego. Mieszkańcy wciąż nie mogą uwierzyć w to, co się stało. Mówią “Faktowi”, że rodzina dopiero co się wprowadziła. Wcześniej mieszkali w innej części Czechowic-Dziedzic. Sprzedali dom i kupili 46-metrowe mieszkanie na osiedlu, w którym Joanna mieszkała w dzieciństwie. 1 marca odebrali klucze.
— To się w głowie nie mieści. Dopiero co się poznawaliśmy. To byli kulturalni, spokojni, grzeczni ludzie. Mąż małomówny, ale ta pani zawsze się sąsiadom kłaniała. W windzie widziałam ją może cztery razy z synem. Chłopiec był pogodny, uśmiechnięty, choć było widać, że coś mu dolega — mówi “Faktowi” jedna z sąsiadek.
17-latek był dzieckiem w spektrum autyzmu.
Inna nie może powstrzymać emocji: — Po niej nie było widać żadnych problemów. Zawsze spokojna i miła. Jak usłyszeliśmy, co się stało, to nas ciarki przeszły. Nie możemy tego pojąć. Oni się cieszyli z tej przeprowadzki. Mąż Joanny często wyjeżdżał w delegacje, ona sprawowała stałą opiekę nad Witkiem. Może było to dla niej ogromne przeciążenie emocjonalne — dodaje inny sąsiad.
Kilka osób, z którymi rozmawialiśmy, słyszało nieoficjalne informacje o możliwym samobójstwie. — Jeśli to prawda… Jeśli ona naprawdę to zrobiła, to oznaczałoby, że musiała przeżywać jakąś potworną traumę. Coś, o czym nikt nie wiedział — mówi jedna z mieszkanek.
W mieszkaniu nie było awantur. Spokojna, kulturalna rodzina
Wśród sąsiadów jest też osoba, która znała Joannę od lat:
— Znałam ją, gdy byłyśmy nastolatkami. Nie mogę w to uwierzyć. Jeszcze niedawno z nią rozmawiałam. Dopiero co zaczęli układać sobie życie po przeprowadzce. Ile mieszkali na naszym osiedlu? Cztery tygodnie? Joanna była domatorką, nie wiem, czemu tak się stało — dodaje jej dawna koleżanka ze szkoły.
Nikt nie zauważył sygnałów nadchodzącej tragedii. Nikt nie słyszał zza drzwi awantur. Nikt nie widział niepokojących sytuacji.
— Czasem nocą było słychać takie rytmiczne stukania. Myślałam, że ktoś robi remont. Dopiero potem koleżanka z góry powiedziała mi, że chłopak jest niepełnosprawny. Więc przestałam się zastanawiać. To nic złego, wiadomo, dzieci różnie reagują — dodaje starsza pani.
Dziś mieszkańcy zastanawiają się, czy mogli usłyszeć coś więcej. Wskazują, że to choroba mogła popchnąć matkę do takiej sytuacji, że zdecydowała się zakończyć życie.
— To bardzo dziwne, co się stało. Bardzo współczujemy mężowi – mówią mieszkańcy bloku.
Śmierć matki i syna. Śledztwo pod nadzorem prokuratury
Policja podkreśla, że wyjaśnianie tej tragedii jest na początkowym etapie. — Jesteśmy na razie bardzo oszczędni w słowach. Okoliczności śmierci tych osób nie są jasne, dlatego nie informujemy, czy zdarzenie miało charakter kryminalny. Będzie śledztwo pod nadzorem prokuratury — powiedział w rozmowie z “Faktem” podkom. Stanisław Kocur z bielskiej policji.
Trwa ustalanie przebiegu ostatnich godzin życia 51-letniej Joanny i jej 17-letniego syna. Śledczy czekają też na wyniki sekcji zwłok.
Mieszkańcy bloku, do którego wprowadzili się zaledwie cztery tygodnie temu, mówią dziś o nich z żalem, współczuciem i niedowierzaniem. Będą pamiętać uśmiechniętą Joannę i delikatnego Witka, rodzinę, której świat skończył się w ciszy. Rodzinę, po której pozostała taka sama, przejmująca cisza.
Tajemnicza śmierć matki i córki w Oświęcimiu. Wstępne wyniki sekcji zwłok
Sąsiedzi wciąż w szoku po tragedii w Siemianowicach. Prokuratura mówi o nowych ustaleniach
Jeśli potrzebujesz natychmiastowej pomocy, możesz się zgłosić do Ośrodków Interwencji Kryzysowej (OIK), które są w każdym większym mieście. Możesz tam otrzymać pomoc psychologiczną, prawną, materialną. Część OIK-ów jest czynna całą dobę i np. prowadzi noclegownie. POMOC jest bezpłatna! Nie musisz mieć ubezpieczenia.
Jeśli masz uporczywe i silne myśli samobójcze, możesz się także zgłosić do każdego szpitala psychiatrycznego. Tam również nie jest potrzebne ubezpieczenie zdrowotne. W sytuacjach nagłych (o ile powiesz, że to sprawa pilna), lekarz musi Cię przyjąć tego samego dnia.
/7
OSP Czechowice, OSP Dziedzice, Aleksandra Ratajczak-Mańka/Fakt.pl, Materiały policyjne
Joanna i Witold nie żyją. Dramat rodziny z Czechowic-Dziedzic. Sąsiedzi rzucają nowe światło na tragedię.
/7
Aleksandra Ratajczak-Mańka / Fakt.pl
Rodzina wprowadziła się na os. Krzanowskiego zaledwie 1 marca.








