Szpital MSWiA przeszedł do historii. Operacja bajpasów sterowana z 10 tys. km
Operacje, które zostały przeprowadzone w miniony piątek, 21 marca, w Państwowym Instytucie Medycznym MSWiA w Warszawie, przejdą do medycznej historii Polski. Tego dnia na sali operacyjnej pojawili się dwaj pacjenci.
Pierwszy, 67-letni mężczyzna, borykał się z rakiem gruczołu krokowego. Z kolei pan Jan Bisikiewicz z Olsztyna musiał przejść zabieg kardiochirurgiczny pomostowania aortalno-wieńcowego, czyli założenia tzw. bajpasów. Obydwaj mieli być operowani za pomocą nowoczesnych robotów medycznych.
Pod wpływem narkotyków wiózł dziecko w aucie. Usłyszał zarzuty
Chirurgów w czasie operacji nie było w Polsce
Istniał jednak pewien “problem”. Chirurdzy, dr n med. Paweł Wisz oraz prof. dr hab. n. med. Piotr Suwalski, przebywali wówczas na specjalnej konferencji naukowej w chińskim mieście Chengdu. Za zgodą seniorów, zdecydowano się przeprowadzić operację telechirurgiczną.
Operatorzy specjalistycznych maszyn nie przebywali jednak przy stole operacyjnym, a ponad 10 tys. kilometrów dalej. Oba zabiegi przebiegły pozytywnie.
Poszukiwania matki i syna z Czechowic-Dziedzic. Nie żyją
Operacje wymagały szybkiego i stabilnego łącza
Obie operacje były transmitowane na żywo, z możliwością interaktywnej dyskusji między lekarzami w Chinach a zespołem medycznym w Polsce, który cały czas przebywał w sali operacyjnej.
W ciągu siedmiu sekund jesteśmy w stanie przełączyć robot do sterowania lokalnego i przejąć operację
— wyjaśniał dr Michał Sulewski z Kliniki Urologii PIM MSWiA.
Jedynym mankamentem, na który musieli zwrócić uwagę wszyscy, było opóźnienie łącza, wynoszące około 200 milisekund. Choć jest to niezauważalna na co dzień wartość, w skali wielogodzinnej operacji może ją wydłużyć o nawet kilkanaście minut.
Łącze internetowe, które było w pełni szyfrowane, opierało się na dwóch niezależnych światłowodach. Najpierw sygnał wychodził ze szpitala w Warszawie do europejskiego centrum danych, m.in. we Frankfurcie, a stamtąd kierował się do Chin.
Szpital MSWiA zadowolony z zabiegów. Co z pacjentami?
Zabiegi teleochirurgii okazały się ogromnym sukcesem polskiej medycyny. Warto wspomnieć, że dr Wisz oraz prof. Suwalski byli jedynymi Europejczykami, którzy uczestniczyli w West China Hospital International Medical Robotics Conference — wielkim, międzynarodowym wydarzeniu poświęconym telerobotyce.
Jednak czy z operacji zadowoleni są sami pacjenci? O to zapytaliśmy pana Jana, któremu prof. Suwalski zakładał tzw. bajpas.
Kiedy przygotowywałem się do operacji, wiedziałem, że będzie ona prowadzona przez operatora za pomocą robota. Nie zdawałem sobie sprawy, że z takiej odległości. Oczywiście słyszałem już o operacjach zdalnych, przeprowadzanych np. w Belgii
— mówi w rozmowie z “Faktem” pan Jan. Jak dodaje, największą obawę budziło w nim opóźnienie wynikające z dystansu. Uspokoiło go to, że miało ono mieć charakter stały, a nie skokowy.
Nie bałem się tej operacji, w przeciwieństwie do mojej rodziny czy znajomych. Kiedy już było po wszystkim, odbierałem dziesiątki telefonów — od rodziny, od znajomych, nawet od dawnych współpracowników, z którymi nie miałem kontaktu od lat 80. Niektórzy mówili mi wprost — ja bym się nie odważył na taką operację. Ale udało się.
— komentuje pan Jan, szeroko się przy tym uśmiechając.
Obecnie senior nadal przebywa na obserwacji. Ze szpitala zostanie wypisany najpewniej w poniedziałek, 30 marca. Zapewnia, że nie odczuwa dyskomfortu.
Są tam jakieś małe bóle, ale one wynikają z gojącej się rany. Z dnia na dzień mam coraz lepszy oddech i nie mogę się doczekać powrotu do domu. Powinno wszystko być ok
— mówi kurujący się już pacjent.
To nie pierwsza teleoperacja polskich lekarzy
Prof. Suwalski oraz dr Wisz to pionierzy europejskiej telechirurgii, którzy w 2025 i 2026 r. przeprowadzili serię przełomowych operacji na odległość. Ich pierwszy zabieg w Europie odbył się 1 sierpnia 2025 r. — wówczas lekarze operowali pacjentów przebywających w Warszawie (PIM MSWiA), znajdując się fizycznie w Gdańsku.
We wrześniu tego samego roku Suwalski i Wisz przeprowadzili zabiegi na pacjentach w Warszawie, sterując robotami z Orsi Academy w Belgii. Opóźnienie transmisji danych wyniosło zaledwie 30 milisekund. Ich zdaniem nie ma żadnej różnicy między zabiegiem zdalnym a operacją na miejscu.
Ekipa Książula w opałach. Grożono im nożem
/8
Burski Krzysztof / newspix.pl
Pan Jan był jedną z dwóch osób, operowanych zdalnie przez polskich chirurgów w Chinach.
/8
Burski Krzysztof / newspix.pl
Ramiona robota medycznego sterowano z konsoli, oddalonej o 10 tys. km.








