Dramat w Wysokiej. Matka nie zdążyła uratować dzieci z płonącego mieszkania
To był spokojny wtorkowy poranek. Mieszkańcy Wysokiej (pow. pilski, woj. wielkopolskie) jak zwykle ruszyli do swoich codziennych obowiązków i nic nie zapowiadało tragedii. Aż do momentu, gdy nagle z jednego z mieszkań na parterze budynku wielorodzinnego przy Placu Wolności buchnęły kłęby dymu.
Tragiczny pożar w Wysokiej. Nie żyje dwoje dzieci
O godz. 8.01 w okolicy rozległo się przejmujące wycie syren. Przed budynkiem zjawiło się 11 zastępów straży pożarnej.
Wewnątrz budynku w momencie pożaru znajdowało się 12 osób. Dziewięcioro z nich ewakuowało się samodzielnie. Pożar zaczął się w jednym z mieszkań, najpewniej w przedpokoju. Z tego płonącego mieszkania strażacy wynieśli dwójkę dzieci i trzecią osobę, starszą kobietę, z mieszkania na wyższej kondygnacji. Maluchy były nieprzytomne i natychmiast przystąpiliśmy do akcji ratunkowej
— przekazał “Faktowi” mł. kpt. Mateusz Kentzer, oficer prasowy PSP w Pile.
Okoliczni mieszkańcy z przerażeniem obserwowali, jak strażacy toczą dramatyczną walkę o życie dwojga małych dzieci — 1,5-rocznego Leona i 3-letniej Leny. Wkrótce na miejscu wylądował śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Reanimacja rodzeństwa trwała ponad godzinę. Niestety, życia Lenki i Leona nie udało się uratować.
Kiedy przybyliśmy na miejsce, całe mieszkanie wypełniał nie tylko ogień, ale i gęsty dym. Dzieci znaleźliśmy nieprzytomne w łazience. Prawdopodobnie tam ukryły się przed ogniem. Matka ewakuowała się sama. Trudno nam ocenić, czy miała jakiekolwiek szanse na wydostanie dzieci samodzielnie
— dodaje straż.
Zobacz także: Ogromna tragedia. Dziennikarka i jej troje dzieci zginęli w pożarze
Dzieci ukryły się przed płomieniami w łazience
Mieszkańcy Wysokiej są wstrząśnięci tragedią. W rozmowie z reporterem “Faktu” powiedzieli, że pani Klaudia, mama zmarłych dzieci, przeprowadziła się tutaj niedawno. Wynajmowała dwupokojowe mieszkanie przy Placu Wolności od około dwóch tygodni. Sąsiedzi nawet nie zdążyli jej jeszcze poznać.
Jak ustalił reporter “Faktu”, pani Klaudia przebywała w pokoju, gdy wybuchł pożar. Jej dzieci natomiast ukryły się przed żywiołem w łazience. Przerażona kobieta próbowała dotrzeć do maluchów, ale ogień rozprzestrzeniał się błyskawicznie i nie zdołała się do nich dostać. Płomienie buchały z taką siłą, że zdesperowana kobieta w ostatniej chwili wyskoczyła przez okno. Nie odniosła obrażeń, ale ze względu na jej stan psychiczny, została przetransportowana do szpitala.
Z naszych nieoficjalnych ustaleń wynika, że Lenka i jej brat zmarli wskutek zaczadzenia.
Ogromna tragedia młodej matki
Pani Klaudia jeszcze w lutym na swoim profilu w mediach społecznościowych napisała radosną i optymistyczną sentencję: “Każdy dzień przynosi coś pięknego”. Dziś te słowa nabrały zupełnie innego wymiaru. W obliczu tragedii, która dotknęła rodzinę, pokazują, jak nieprzewidywalny i okrutny potrafi być los.
Trudno sobie nawet wyobrazić ogrom cierpienia, jaki w jednej chwili spadł na młodą kobietę, która kochała swoje dzieci nad życie. Pani Klaudia w mediach społecznościowych chętnie dzieliła się zdjęciami swoich pociech.
“Córeczko! Dzisiaj kończysz roczek dokładnie o godzinie 11:38 przyszłaś na świat, był to najpiękniejszy Dzień w naszym życiu.. którego nie idzie opisać słowami… Rośnij zdrowo i wesoło” — napisała pani Klaudia w pierwszą rocznicę urodzin Lenki. W podobnych, pełnych miłości słowach pisała o swoim synku.
Przyczyna pożaru na razie nie jest znana. — To olbrzymia tragedia, mama tych dzieci jest w szoku. Ustalamy wszystkie okoliczności tego zdarzenia, na miejscu cały czas prowadzone są czynności, trwają oględziny, przesłuchujemy świadków. Dopiero po zakończeniu tych działań będzie można wyciągnąć jakiekolwiek wnioski — przekazała “Faktowi” Weronika Majcher z policji w Pile.
Zobacz także: Ruszył proces po śmierci Olka z Grudziądza. Nagrania z karetki wstrząsnęły Polską
/8
PSP Poznań
24 marca w mieszkaniu w Wysokiej (woj. wielkopolskie) wybuchł pożar.
/8
Dzieci pani Klaudii — Lenka i Leon — ukryły się przed ogniem w łazience. Oboje zginęli.








