Maksym z Ukrainy wraca do zdrowia. Na jaw wychodzą wstrząsające fakty
Maksym czuje się coraz lepiej. Przed nim jeszcze jedna operacja. Potem czeka go długa rehabilitacja.
Wróćmy jednak do samego początku. Maksym przyjechał do Polski w 2025 r. Chciał się usamodzielnić i spokojnie żyć. Na okres próbny do magazynu pod Warszawą zatrudniła go pani Aleksandra. Chłopak od samego początku miał ogromny zapał do pracy. Spędzał w niej po 12 godzin. Pracował ponad siły na zmiany dzienne i nocne. Był zmęczony, ale nikomu o tym nie mówił, bo wiedział, że jest sam w obcym kraju i nikt mu nie pomoże. Znosił dzielnie towarzyszące mu od kilku dni bóle głowy. Jednak 17 października 2025 r. o godz. 5 rano stracił przytomność. Chłopak został przetransportowany karetką na Szpitalny Oddział Ratunkowy Wojskowego Instytutu Medycznego przy ul. Szaserów w Warszawie. Tam pełniący dyżur lekarze zauważyli, że jego głowa była wcześniej operowana. Natychmiast rozpoczęto diagnozowanie chłopaka. Lekarze w trybie pilnym zlecili tomografię oraz wszystkie niezbędne badania. Prawda, jaką odkryli, była wstrząsająca. Maksym w wyniku pobicia miał pękniętą czaszkę oraz liczne urazy, które dały znać o sobie. Przeszedł też zapalenie opon mózgowych. Lekarze z Wojskowego Instytutu Medycznego zrobili wszystko, by uratować chłopaka i postawić go na nogi.
— Pracują tu naprawdę bardzo dobrzy lekarze, którzy znają się na swojej pracy. Cały personel oddziału zrobił wszystko, by pomóc Maksymowi. Jestem im bardzo wdzięczna. Wykonali kawał dobrej roboty — mówi pani Aleksandra.
18-latek wraca do zdrowia. Uśmiecha się i jest szczęśliwy
Reporter “Faktu” odwiedził Maksyma w szpitalu. 18-latek został przeniesiony z OIOM-u na oddział. Jego stan znacząco się poprawił. Chłopak już może się delikatnie poruszać. Prawa strona jego ciała, która była sparaliżowana, jeszcze nie jest w pełni sprawna, ale są szanse, że wróci do normalności. 18-latek ma wsparcie psychologiczne oraz kontakt ze znajomymi. Zaczął też więcej mówić. Bierze udział w wideorozmowach, podczas których stara się komunikować z otoczeniem. Pani Aleksandra odwiedza go w szpitalu, przynosi owoce i obiady, by nabrał sił i stanął na nogi. Maksym zaczął robić ogromne postępy. Jeszcze nie chodzi, ale porusza się na wózku, z czego pani Ola jest bardzo zadowolona.
— Niedawno leżał pod aparaturą i wyglądał jak roślinka, a dziś jest uśmiechnięty i szczęśliwy. Odzyskał świadomość, rozumie otoczenie i reaguje na rozmowy, czyta książki, próbuje rozmawiać i żartować. — Jestem bardzo szczęśliwa z tego powodu — mówi pani Ola.
Chłopaka czeka jeszcze jedna operacja. Z powodu wodogłowia lekarze będą musieli wszczepić mu specjalną zastawkę, dzięki której zostanie odprowadzony nadmiar płynu mózgowo-rdzeniowego z komór mózgu do jamy brzusznej. Po hospitalizacji Maksym będzie musiał przejść kosztowną rehabilitację. W sieci ruszyła zbiórka na ten cel. Na tę chwilę udało się zebrać ponad 30 tys. zł. 18-latek jest poruszony pomocą, którą otrzymał od ludzi. Nie spodziewał się takiego odzewu. Cieszy się też, że jest bezpieczny, bo — jak twierdzi — w Ukrainie czekała go śmierć.
Pobity i przetrzymywany w domu. Myśleli, że nic mu nie będzie
Maksym, zanim przyjechał do Polski, miał zostać brutalnie pobity przez swojego kuzyna. Według relacji świadków i osób znających całą sprawę, zdarzenie to mogło być próbą jego zabójstwa.
Jak nieoficjalnie dowiedział się reporter “Faktu”, kuzyn Maksyma, będąc pod wpływem narkotyków miał rzucać nim o ziemię i uderzać jego głową o chodnik. 18-latek doznał poważnych uszkodzeń czaszki. Jak mówi pani Aleksandra, z tego, co przekazali jej świadkowie, zanim Maksym trafił do szpitala w Ukrainie, był przetrzymywany w domu przez około trzy dni. Dopiero gdy jego stan się pogorszył, a oczy były już zalane krwią, wezwano karetkę. Nieoficjalnie wiadomo, że istnieją nagrania z jego pobicia. Mają je mieć koledzy napastnika. Z przekazanych informacji wynika też, że świadkiem zdarzenia z udziałem Maksyma miała być nauczycielka ze szkoły. Rodzina sprawcy i część otoczenia początkowo milczała z obawy przed odpowiedzialnością karną, dlatego nie wykazywała zainteresowania stanem chłopaka. Nie tylko najbliżsi chłopaka pozostawili go na pastwę losu.
— Zawiodła nie tylko rodzina, ale też instytucje w Polsce. Tak bardzo chwalą się, że pomagają, w telewizji pokazują przeróżne akcje, a jak przyjdzie, co do czego, to nie ma nikogo. Taka jest prawda — tłumaczy Aleksandra.
Została ciocią dla Maksyma i chce odmienić jego świat. Dlatego opiekuje się 18-latkiem
Sparaliżowany Maksym walczy o życie w Polsce. “Boi się dnia wypisu”
/4
Damian Ryndak / Fakt.pl
Maksym oprócz posiłków w szpitalu dostaje też od pani Aleksandry.
/4
Damian Ryndak / Fakt.pl
“Przyszywana ciocia” dba o chłopaka, aby stanął na nogi.








