Nowe zeznania w sprawie Łukasza Żaka. “Boję się, że ktoś mnie zaatakuje”
Podczas przesłuchania, 27 lutego 2026 r. przed sądem z powodu choroby nie pojawił się Łukasz Żak, ale za to wreszcie po wielu miesiącach wezwań stawiła się Sara S. To jeden z najważniejszych świadków w sprawie. Młoda kobieta podróżowała tym samym samochodem co Żak, a po wypadku – tuż przed jego ucieczką za granicę – mężczyzna miał odwiedzić ją w domu.
Wypadek na Trasie Łazienkowskiej. Przełomowe zeznania
We wrześniu 2024 r. Łukasz Żak zorganizował imprezę. Początkowo grupa znajomych bawiła się w restauracji przy ul. Koszykowej, po czym postanowiła przenieść się do lokalu, w którym spędzała czas mama Pauliny, ówczesnej dziewczyny Żaka.
– Jak wyszliśmy, to był pobudzony, robił zamieszanie wokół siebie, ale to nie było tak, że był całkiem nawalony, na przykład zasypiał – zeznała Sara. Co ciekawe, podczas pierwszych zeznań (w lipcu 2025 r.) stwierdziła, że Łukasz Żak nie pił wówczas alkoholu, ponieważ gdyby tak było, jej chłopak Adam nie pozwoliłby mu kierować autem.
To jednak nie jest jedyna tak radykalna zmiana stanowiska Sary S. Podczas pierwszych zeznań oświadczyła, że auto pędziło z prędkością około 170 km na godz. – Jak spojrzałem na licznik tuż przed samym wypadkiem, to na liczniku było 190 km. Widziałam, że Łukasz Żak, trzymając rękę na kierownicy, trzymał w ręce telefon i nagrywał – zmieniła swoje stanowisko.
Szczegółowo również opisała moment tragedii. Około 1 w nocy Arteon prowadzony przez Żaka wjechał na Trasie Łazienkowskiej w auto 4-osobowej rodziny. Na miejscu zmarł pan Rafał, ojciec dwójki dzieci.
– Jeżeli chodzi o sam wypadek, pamiętam straszny ból. Poczułam uderzenie czymś szklanym w głowę. Z jednej rany z głowy wystawał mi kawałek szkła. Nad prawym okiem miałam poranioną głowę jeszcze dwa tygodnie po wypadku. Bolała mnie strasznie lewa noga, stopa, cały piszczel – wyjaśniła.
Mimo to nie poczekała na karetkę ani nie pojechała do szpitala. Nie zajmowała się też innymi rannymi z poszkodowanego auta. Zamiast tego wspólnie z chłopakiem wyruszyła do domu, w którym później miał pojawić się Łukasz Żak. – Nie wiem, czemu nie zostaliśmy na miejscu, nie poczekaliśmy na karetkę. Nikt z nas nie zadzwonił na 112 – powiedziała teraz.
Groźby i szokujące szczegóły po wypadku na Trasie Łazienkowskiej
Po powrocie kobieta miała wyjść z psem na spacer, a potem zaopiekować się partnerem. – Pomogłam Adamowi wejść na górę, bo jego lewą nogę musiałam podtrzymywać – stwierdziła.
Jak zeznała, potem miała usłyszeć dobijanie się do drzwi. Na klatce schodowej miał pojawić się Łukasz Żak. – Krzyczał, że mamy mu otworzyć drzwi, a jak nie, to nas “za***ie”. Jak wszedł do mieszkania, zaczął się zachowywać jak opętany. Bałam się go. Cały czas wyzywał i powiedział, że jak się nie zamknę, to weźmie nóż. A gdy zapytaliśmy, skąd się tu wziął, zmieszał się i powiedział, że wrócił pieszo. Wydało mi się to bzdurą, bo w jaki sposób miałby taki poobijany wrócić pieszo na Bielany – zeznała Sara S. Z Trasy Łazienkowskiej na ul. Kochanowskiego jest ponad 9 km. – Bardzo żałuję, że nie poszłam na policję – dodała.
Po raz pierwszy opisała także groźby, które miała otrzymywać od Żaka za pośrednictwem mediów społecznościowych. – Gdy był w areszcie w Niemczech, to wypisywał do mnie jakieś pogróżki – stwierdziła.
Podczas przesłuchania wielokrotnie też podkreślała, że jej wcześniejsze zeznania mogły być niepełne lub niespójne z powodu silnego stresu związanego z obecnością Żaka na sali sądowej. Dodała, że w tamtym czasie była w ciąży i obawiała się o bezpieczeństwo swoje oraz dziecka. Teraz zresztą też obawia się udziału w rozprawie. – Pojawiły się pogłoski, że będziemy połamani. Boję się, że pójdę na rozprawę i ktoś mnie zaatakuje albo zrobi coś poważniejszego – mówi. Sytuację zaostrzył też fakt, że na jednym z bloków pojawił się napis wykonany sprayem: “Adam K., frajer z PRL-u”.
Maciej O. po wypadku w areszcie. “Zachowywał się, jakby miał umrzeć”
Nie zmieniła jednak zdania na temat Macieja O. 29-latek siedział obok niej oraz jej chłopaka w samochodzie podczas wypadku. Później świadkowie widzieli go, gdy siedział na ulicy, a potem trafił do szpitala. – Maciek trzymał się za głowę i zachowywał się tak, jakby zaraz miał umrzeć. Po prostu nim telepało, tak jakby tracił przytomność. Nie jestem osobą związaną w jakikolwiek sposób z medycyną, ale wyglądał niedobrze – mówiła w ubiegłym roku Sara S.
Ostatecznie Maciej O. usłyszał zarzut nieudzielenia pomocy rannym i spędził w areszcie 13 miesięcy, bez kontaktu z rodziną. Natomiast Sara S. uniknęła odpowiedzialności. Sąd zdecydował o warunkowym umorzeniu postępowania wobec niej.
Jechała obok Łukasza Żaka. Po wypadku zachowała się skandalicznie. Uniknie kary
/9
vitrina.pl / Facebook_omp_temp
Tragedia wydarzyła się w połowie września 2024 r.
/9
– / Facebook_omp_temp
Pan Rafał osierocił dwójkę małych dzieci.








