sąsiedzi i OPS walczą o Mirellę. Rodzina wciąż odcina ją od świata
Przypomnijmy, “Fakt” jako pierwszy w ub. r. nagłośniał wstrząsającą historię Mirelli ze Świętochłowic. Gdy miała 15 lat z nieznanych przyczyn wysofała się z życia towarzyskiego i szkolnego. Alienowała się do tego stopnia, że zniknęła z oczu nawet sąsiadom. 6 stycznia 1998 r. rodzice wypisali ją z wymarzonego liceum. Sąsiadom wmawiali, że córka zaginęła. Potem wersje się zmieniały. Wmawiano ludziom, że wyjechała za granicę lub do biologicznych rodziców.
Z czasem zapomniano o ślicznej, czarnowłosej nastolatce. Ale pod koniec lipca ub. r. okazało się, że dziewczyna przez ten cały czas mieszkała z rodzicami i przez 27 lat nie wychodziła z domu. Jej świat zamknął się w czterech ścianach małego pokoju.
Pokój Mirelli wyglądał jak slams
W lipcu ub. r. weszli tam ratownicy i policjanci. Służby zostały wezwane przez sąsiadów, których zaniepokoiły awantury. Wtedy na jaw wyszedł dramat dziś 43-letniej kobiety. Żyła, a właściwie wegetowała we własnym łóżku. Była nieporadna w samoobsłudze. Z relacji tych, którzy ją wówczas widzieli wynika, że leżała ubrudzona własnymi odchodami. Jej stan był zatrważający. Pokój był zaniedbany. Jednocześnie pozostała część mieszkania, w której żyli jej rodzice, lśniła czystością.
Ruszyło śledztwo mające wyjaśnić, czy wobec Mirelli doszło do popełnienia przestępstwa, polegającego na znęcaniu się nad nią i pozbawieniu jej wolności. Po pięciu miesiącach od ujawnienia koszmaru kobiety prokuratura twierdzi, że zgromadzony materiał dowodowy, w tym zeznania pokrzywdzonej, na obecnym etapie nie dostarczył podstaw do przedstawienia komukolwiek zarzutów.
— Pani Mirella twierdzi, że nikt na siłę ją nie przetrzymywał — mówi w rozmowie z “Faktem” prokurator Sabina Kuśmierska, szefowa Prokuratury Rejonowej w Chorzowie. Podpiera się przesłuchaniem Mirelli i opinią psychologiczną. Brak jest podstaw do zastosowania środków zapobiegawczych, dotyczących kontaktu z pokrzywdzoną czy kwestii wspólnego zamieszkiwania z pokrzywdzoną.
Czy Mirella była ofiarą przemocy? Kolejni biegli się wypowiedzą
Teraz prokuratura wystąpiła do biegłych o dodatkową opinię. — Czekamy na opinię wiktymologiczną, która ma stwierdzić czy kobieta była ofiarą przemocy. Mamy nadzieję, że będzie z niej wynikało, jaki był mechanizm pozostawiania w tak długiej izolacji — mówi “Faktowi” prokurator Sabina Kuśmierska. — Czekamy również na uzupełniającą opinię sądowo-lekarską. Po otrzymaniu obu opinii mają zostać wykonane czynności procesowe z rodzicami Mirelli.
Zapytaliśmy śledczych, czy Mirella ma ustanowionego kuratora. — Taki wniosek został już skierowany do sądu — dodaje prokurator Kuśmierska.
Opieka społeczna nie została wpuszczona do domu Mirelli
Dyrektorka OPS w Świętochłowicach, Monika Szpoczek, mówi nam, że Mirella jest dobrze zaopiekowana. — Pani Mirella ma załatwioną rentę socjalną, orzeczenie o niepełnosprawności. Raz w tygodniu ma też świadczone usługi opiekuńcze — mówi “Faktowi” Monika Szpoczek.
— Robimy wszystko, aby ją aktywizować, ale wciąż nie chce uczestniczyć w zajęciach w Domu Pomocy Środowiskowej. Postaraliśmy się o przydzielenie jej asystenta osoby niepełnosprawnej, ale jeszcze do pierwszej wizyty nie doszło. Na każdą formę wsparcia kobieta musi wyrazić zgodę. — W ubiegłym tygodniu chciałam odwiedzić Mirellę osobiście, ale nie zostałam wpuszczona do mieszkania, mam nadzieję, że była to jednorazowa sytuacja.
Dyrektorka OPS zapytana o plan na to, by Mirella wyszła do ludzi, odpowiada: — Chcemy, aby uczestniczyła w formach wsparcia poza domem. Gdyby wyraziła chęć, moglibyśmy zaproponować całodobowy pobyt w DPS-ie. Ale ona nie chce z tego skorzystać. Na siłę nikogo nie możemy zmusić — stwierdza Monika Szpoczek.
Sąsiedzi: Ona jest całkowicie uzależniona od rodziców
Pan Stanisław, sąsiad Mirelli, uważa, że przez te pięć miesięcy sytuacja Mirelli się prawie nie zmieniła: — Mirella ani razu nie była na spacerze. Wiem, co mówię, bo mieszkam pod nią. Ci rodzice nadal jej nie wypuszczają z domu. Zakupy robi im bezdomny, tylko raz na jakiś czas ojciec Mirelli wyjedzie do pobliskiego sklepu i z nikim z nas nie rozmawia — opowiada “Faktowi” pan Stanisław. — Teraz to już nawet opieki społecznej nie wpuszczają. Ci rodzice robią, co chcą. Dziwię się, że nic się nie w tej sprawie nie zmieniło.
Mieszkańcy bloku są przekonani, że Mirella chciałaby mieć kontakt ze światem. — Przecież jak była w szpitalu i odwiedzaliśmy ją, to pragnęła kontaktu. Przykre jest to, że jak wróciła do mieszkania rodziców, to znowu żyje w izolacji. Ona jest całkowicie uzależniona od rodziców. Przyjmuje to, co oni mówią — dodają mieszkańcy bloku.
Koleżanka Mirelli: tego nie możemy spełnić, bo za każdym razem spotykamy się z agresją jej matki
Aleksandra Salbert, która zorganizowała z koleżankami zbiórkę w internecie na pomoc dla Mirelli, wciąż walczy o to, by spotkać się z 43-latką: — W szpitalu obiecałyśmy jej, że ją weźmiemy na wycieczkę, że pokażemy jej świat, ale tego nie możemy spełnić, bo za każdym razem spotykamy się z agresją jej matki. Nie zostałyśmy wpuszczone nawet na jej urodziny, gdy przyszłyśmy z tortem. Matka Mirelli zwyzywała nas od najgorszych, wymachiwała laską, krzyczała, że nas zabije, dlatego złożyłyśmy zawiadomienie do prokuratury. Bardzo boli to, że traktują nas jak wrogów, tak jakbyśmy to my zrobiły krzywdę Mirelli, a nie jej rodzice. Walczymy dalej, aby nawiązać z nią kontakt, bo chcemy dla niej jak najlepiej.
Nadzór nad śledztwem od piątku objęła Prokuratura Okręgowa w Katowicach. Jak przekonuje prok. Sabina Kuśmierska, do końca marca powinno się zakończyć.
Cztery lata więził Małgorzatę w komórce. Sąsiedzi nic nie słyszeli: “to grube mury”
/13
Materiały redakcyjne
– Mirella wciąż żyje w izolacji — mówi sąsiad pan Stanisław. Prokuratura wystąpiła o kolejną opinię.
/13
– / Archiwum prywatne_omp_temp
Pod koniec lipca ub. roku zaniedbaną Mirellę wyprowadzili z domu ratownicy. Wyglądała, jak staruszka.








