Popłynąłem promem Jantar Unity. Tak wygląda rejs ze Świnoujścia do Szwecji
Na siedem pokładów i miejsce dla 400 pasażerów — zaledwie kilkanaście osób. Puste bary, cichy sklep, restauracja bez kolejek i kabiny, w których można było spać w pojedynkę. Nowa duma polskiej żeglugi okazała się zaskakująco… spokojna. Sprawdziłem ceny, standard kabin, jedzenie i to, czy rzeczywiście jest się czym zachwycać. Oto jak wygląda siedem godzin na pokładzie “Jantar Unity”.
Kiedy “Jantar Unity” został po raz pierwszy pokazany w Szczecinie, tłumy chciały go zobaczyć z bliska. Nic dziwnego — kto by pomyślał, że takie nowoczesne jednostki mogą powstawać w Polsce? Pierwszą stępkę położono w 2018 r. podczas wielkiej fety, jaką wtedy urządzono na terenie dawnej Stoczni Szczecińskiej. Ówcześnie rządzący zapewniali, że to tutaj powstanie nowy prom. Niestety życie pokazało, że były to tylko obietnice. Po kilku latach sprzedano ją na złom! Nowy prom powstał już w Gdańsku, w stoczni “Remontowa” i od 20 stycznia pływa regularnie po Bałtyku.
Mój pierwszy rejs promem. Zrobiłem to, co inni
Najpierw trzeba na prom dotrzeć. Wypływa on ze Świnoujścia. Do Szwecji rusza o godz. 10:00, ale na miejscu trzeba być dużo wcześniej. Już o godz. 8:00 byłem na miejscu, drugi w kolejce. Przede mną stał tylko kierowca z Wrocławia — informatyk, który jechał do Norwegii. Po kilkunastu minutach za mną ustawił się następny samochód.
Wejście na prom nie jest takie proste. Najpierw na pokład wjechało kilka ciężarówek. Samochody osobowe dopiero później. Znak do wjazdu dała obsługa. Ostatecznie, oprócz ciężarówek, obok mojego auta zaparkowały tylko dwa inne samochody. To był mój pierwszy rejs promem i po wyjściu z samochodu nie bardzo wiedziałem, co mam dalej robić. Na szczęście dla mnie na pokładzie było prawie pusto, tak więc widziałem, gdzie idą kierowcy ciężarówek. Poszedłem za nimi. Gdyby pokład był cały załadowany, z pewnością miałbym kłopot, żeby stamtąd dostać się na pokład, gdzie mieszą się kabiny pasażerskie. Brakowało mi tutaj jakiegoś klarownego oznaczenia drogi.
Rejs promem Jantar Unity. Nie ma co się kłócić o lepsze miejsce
Po opuszczeniu samochodu klucz do kabiny odebrałem w recepcji. W “Jantar Unity” jest około 200 kabin dla 400 pasażerów. Kabina czysta, schludna, z oknem, piętrowymi łóżkami i łazienką. Na ścianie telewizor. W kabinie spałem sam. Gdyby ktoś był ze mną, byłoby “tłoczno”. Szybko zwróciłem uwagę na niewielką niedogodność. Otóż w toalecie trzeba zamknąć klapę sedesu, żeby spuścić wodę — przycisk jest schowany za nią.
Za kabinę w jedną stronę zapłaciłem 200 zł. Miała okno. Zorientowałem się, jakie to ma znaczenie już przy odbiorze kluczy. Usłyszałem bowiem wymianę zdań w recepcji. Pasażerowie z tańszymi biletami (bez okna) próbowali dostać lepsze kabiny, ale obsługa była nieugięta. Komunikat w stronę podróżnych brzmiał: “dostajecie to, za co zapłaciliście”. To wskazówka na przyszłość: trzeba wiedzieć, na co się decydujemy, bo jak widać, nie ma możliwości zmiany.
Zwiedzanie promu w pięć minut
Z kabiny ruszyłem na zwiedzanie. Jak policzyłem, na terenie jednostki, jest siedem pokładów. Podczas rejsu dwa są dostępne dla pasażerów. Pozostałe mają charakter ładunkowy. Na długości ponad 4 km może się pomieścić 270 ciężarówek. Co znajduje się na tych przeznaczonych stricte dla podróżnych? Są tu np. dwa bary (czynne na zmianę, gości brak), sklep (ceny jak na lądzie, a nawet wyższe, wybór skromny), restauracja (czynna tylko przy śniadaniach i obiadach), kącik zabaw dla dzieci (pusty, bo dzieci brak), pokład widokowy. Sklep nie znajduje się w strefie bezcłowej, więc na zakupowe okazje nie ma co liczyć. Tylko w barze można kupić tańsze papierosy. Jest tam również przechowalnia bagażu dla osób, które nie wykupiły kabin, a korzystają z foteli na sali z telewizorami. Cały pokład wypoczynkowy dało się obejść dosłownie w pięć minut.
Widziałem zaledwie kilkanaście osób
Szybko postanowiłem zjeść śniadanie. Już przy tym posiłku widać było, że ludzi na pokładzie jest jak na lekarstwo. Oprócz mnie — widziałem zaledwie kilkanaście osób. Większość pasażerów to kierowcy ciężarówek, którzy przemierzają Bałtyk nawet trzy razy w tygodniu. Jeden z nich, pan Filip (25 l.), chwali “Jantar Unity”. — Bardzo mi się podoba. Jest nowy i czysty. Niektóre promy wyglądają, jakby pływały jeszcze za czasów PRL-u — mówi mi. Inni kierowcy, z którymi zamieniłem parę zdań, zwrócili uwagę, że brakuje sauny i siłowni, które można spotkać na innych podobnych jednostkach.
Mając siedem godzin i płynąc w dzień, można się relaksować samymi widokami, jakie roztaczają się dokoła promu. Wielkie okna, umieszczone na pokładzie nad dziobem jednostki pozwalają je kontemplować. Oczywiście nie każdy ma na to czas, bo podróż może mu upływać na innych zajęciach, przygotowaniu do pracy itp. Warto jednak spojrzeć na to, co się dzieje za oknem. Moją uwagę już po tym, jak wyszliśmy z portu w Świnoujściu, zwróciło ogromne pole lodowe, przez które przebijał się prom.
Płynąłem promem Jantar Unity. Latem może to wyglądać zupełnie inaczej
Po tym, jak wyszliśmy z niego, aż po horyzont widać było tylko szary Bałtyk. Pojawiające się od czasu do czasu inne jednostki przyciągały uwagę wszystkich, którzy siedzieli w wygodnych fotelach. Miłym urozmaiceniem był widok Rugii i jej stromych skalistych brzegów, tak różnych od tego, co na co dzień widzimy na polskim wybrzeżu. Po siedmiu godzinach rejsu dotarliśmy do Trelleborga w Szwecji. Z promu na ląd mogłem zjechać po około godzinie od dobicia do nabrzeża. Czemu zajmuje to akurat tyle czasu? Tego na razie nie wiem. Podsumowując: Jantar Unity to nowoczesny, wygodny prom, czysty, schludny. Pasażerów na nim, przynajmniej na moim rejsie, było jak na lekarstwo. Czy to się zmieni? Czas pokaże! Być może latem prom ten się zaludni, będzie pełen turystów, gwarny. Czyli zupełnie zmieni swoje oblicze.
Szokujące sceny na promie do Szwecji








