Powrót Antosia do domu po miesiącach rozłąki. Rodzina pokazuje nowe życie
Cieszą się, bo kilka tygodni temu remont się już zakończył. Mają dwa pokoje, jeden dla chłopca, choć na razie większość czasu spędzają razem. Minęły już cztery miesiące, odkąd odzyskali synka. — Kiedy Antoś do nas wrócił, zdarzało się, że budziłam się i natychmiast nerwowo sprawdzała, czy z nami jest — wspomina jego mama.
Decyzja o odebraniu dziecka była oparta na niepełnosprawności matki i chorobie ojca
Antoś przyszedł na świat 20 lutego 2025 r. w Jeleniej Górze. Dla Patrycji Wiżgały (28 l.) i Łukasza Knapczyka (40 l.) był spełnieniem marzeń. Ich szczęście nie trwało jednak długo. Już po dobie od narodzin szpital zgłosił sprawę do opieki społecznej, wskazując na niepełnosprawność matki i chorobę ojca. Decyzja zapadła błyskawicznie — chłopiec został odebrany rodzicom i trafił do rodziny zastępczej na Podkarpaciu, 500 km od rodzinnego domu.
Pani Patrycja porusza się na wózku inwalidzkim, korzysta z balkonika. Jej mąż od lat zmaga się ze schizofrenią. Jest pod opieką lekarza, regularnie przyjmuje leki. To wystarczyło, by urzędnicy uznali, że para nie sprosta rodzicielskim obowiązkom. Sąd podzielił ten pogląd, a Antoś opuścił szpital nie z rodziną, lecz z obcymi ludźmi. Został umieszczony w rodzinie zastępczej pół tysiąca km od rodzinnego domu.
Rodzice dopiero po dwóch miesiącach odwiedzili swojego synka
Jakby tego było mało, rodzicom Antosia przybył też kolejny problem. Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie wszczęło procedurę obciążenia ich kosztami pobytu syna w pieczy zastępczej. Mowa była o kwocie sięgającej 1800 zł miesięcznie. Presja opinii publicznej sprawiła jednak, że urzędnicy wycofali te żądania.
Przełom nastąpił 19 września. Sąd uchylił wcześniejsze postanowienie i uznał, że Patrycja i Łukasz dają gwarancję prawidłowej opieki nad dzieckiem. — To po narodzinach dziecka był najpiękniejszy dzień mojego życia — powiedziała wtedy “Faktowi” wzruszona mama chłopca. Jeszcze tego samego dnia rodzice ruszyli po syna na drugi koniec Polski. Nazajutrz po południu Antoś wrócił z nimi do Lwówka Śląskiego.
Rodzina zamieszkała najpierw u mamy pani Patrycji. — Antoś jest uśmiechnięty, szybko się zaadaptował — mówiła nam wówczas babcia chłopca. Rodzice od początku chcieli sami wykonywać wszystkie czynności przy synu, ale na początku korzystali ze wsparcia babci. — Pomimo naszych ograniczeń nigdy się nie poddamy. Antoś jest dla mnie jak bateria, która daje siłę do walki — powiedziała mama chłopczyka.
Ich radość nie trwała jednak długo — następnego dnia babcia Antosia odkryła, że samochód, którym miała odebrać rzeczy wnuka, został zdemolowany podczas włamania. Ale znów los uśmiechnął się do rodziny. Po nagłośnieniu sprawy w mediach i błyskawicznej zbiórce babcia otrzymała nowy samochód od właściciela komisu z drugiego końca Polski.
Dzięki zbiórce rodzina ma wyremontowane mieszkanie
Jeszcze, kiedy Antoś był na drugim końcu Polski, w mieszkaniu rodziców rozpoczął się remont. Było to możliwe dzięki zbiórce zorganizowanej przez Łukasza Litewkę. Po tym, jak sprawę nagłośniły media, poseł zaangażował się w pomoc rodzinie i dzięki hojności ludzi zebrano środki, które pozwoliły nie tylko na wymianę ogrzewania na elektryczne, ale i wykonanie generalnego remontu.
Na początku roku cała trójka zamieszkała w swoim dwupokojowym mieszkaniu. Co szczególnie ważne dla mamy chłopca: jest ono na parterze. Podłogowe ogrzewanie elektryczne sprawia, że mimo ostrej zimy w lokum jest ciepło. Rodzice urządzili i kompletnie umeblowali większy pokój, drugi jest przeznaczony dla chłopca. — Dopóki Antoś wymaga ciągłej opieki, przebywamy w jednym pomieszczeniu — mówi “Faktowi” pan Łukasz. — Jak urośnie, będzie miał swój pokój. Mamy teraz tu super warunki i spokojnie możemy zająć się wychowaniem syna — dodaje z radością.
Przeczytaj także: Pani Halina przez pięć miesięcy koczowała na klatce. Dostała drugą szansę. “Chcę ją wykorzystać”
Rodzice sami opiekują się dzieckiem. Niepełnosprawność nie jest dla nich przeszkodą
— Miesiące rozłąki i walka o Antosia była dla nas bardzo ciężka — mówi wzruszona pani Patrycja. — Dbamy o synka. Chodzimy z nim do lekarza na wszystkie kontrole, szczepienia — dodaje. — Jest z nami szczęśliwy i to widać. Śpiewamy mu piosenki. Jest bardzo energiczny i wesoły. Rozwija się prawidłowo — wylicza.
Rodzina jest pod stałą opieką kuratora sądowego i pracowników socjalnych. Rodzice bardzo sobie chwalą współpracę z kuratorem, jak mówią, chcieliby też większego kontaktu z asystentem rodziny. — W naszych wyobrażeniach asystent ma pomagać, a my tej pomocy nie odczuwamy — mówią.
Rodzina pozostaje pod nadzorem kuratora sądowego
Z niecierpliwością czekają na finał swoich sądowych perypetii. — Oczekujemy na wyznaczenie kolejnego posiedzenia sądu. Sąd wyda wówczas postanowienie merytoryczne kończące to postępowanie — mówi w rozmowie z “Faktem” Ernest Ziemianowicz, adwokat, który reprezentuje rodzinę. — W listopadzie odbyła się kolejna rozprawa. Sąd przesłuchał wtedy świadków, którzy potwierdzili, że rodzice Antosia sprawują nad nim należytą opiekę. Sąd pytał, jak wygląda sytuacja mieszkaniowa czy zdrowotna w rodzinie. Dopuścił też dowód z uzupełniającej opinii biegłego dotyczącej stanu zdrowia pana Łukasza. Biegły podtrzymał swoją pierwszą opinię, że tata Antosia jest pod stałą opieką lekarza, przyjmuje odpowiednie leki. Jego stan zdrowia jest ustabilizowany i choroba jest w fazie remisji. Zauważył, że wiele osób cierpi na tę chorobę i nie jest to przeszkodą w wychowywaniu dzieci i rodzicielstwie — dodaje mecenas.
Antoś rozwija się prawidłowo, a rodzice zapewniają mu odpowiednią opiekę
Rodzice dzielą się swoim szczęściem. — Antoś nawiązał z nami pełną więź. Na początku, kiedy przyjechał z nami do domu, bał się nas — przyznaje pan Łukasz. — Teraz już, kiedy np. wychodzę z pokoju, potrafi przywoływać mnie okrzykiem “dada”. Jednak pierwsze słowo, jakie wypowiedział to “mama”. Zasypia mi na brzuchu, przytula się do Patrycji — mówi tata chłopca, nie wypuszczając go z objęć.
— Chcielibyśmy, żeby ponieśli odpowiedzialność ci, którzy doprowadzili do odebrania nam dziecka — dodaje pani Patrycja. Mówi wprost, że ma żal do pracowników szpitala i opieki społecznej. — Mogli z nami postąpić inaczej. Na początku bez dogłębnego zbadania naszej sytuacji, zadecydowali, o tym, żeby odebrać nam Antosia — mówi wyraźnie poruszona. — Człowiek — niezależnie od tego, czy jest zdrowy, czy niepełnosprawny, ma swoją godność. Ja w szpitalu poczułam bardzo upokorzona — wspomina.
Zobacz także: Ponad 600 osób stanęło w obliczu utraty swoich domów. Kościół sprzedał osiedle deweloperowi








