TOPR w akcji pod Rysami. Śmigłowiec nie poleciał, dron padł, ratownicy szli pieszo
Sygnał o wypadku wpłynął o godz. 9. Z Morskiego Oka wyruszył natychmiast ratownik dyżurny, natomiast z centrali TOPR 14-osobowa ekipa wsparcia. Niestety, śmigłowiec nie mógł wystartować z powodu fatalnej pogody. W akcji ratunkowej użyto drona, który zdołał dostarczyć poszkodowanemu pakiety grzewcze i śpiwór, by zapobiec wychłodzeniu. Podczas kolejnego lotu bezzałogowiec uległ jednak awarii i został unieruchomiony.
Gdy ratownicy dotarli na miejsce, okazało się, że snowboardzista ma uraz kończyny górnej i niezbędny będzie transport w noszach z użyciem lin. Mimo to ratownicy kontynuowali akcję w ekstremalnych warunkach.
Technika potrafi zawieść w najgorszym momencie
Tym razem obyło się bez tragedii, ale akcja pokazała, że nawet najlepiej przygotowane ekipy muszą zmagać się z żywiołem i techniką, która potrafi zawieść w najgorszym momencie.
Akce ratunkowe w górach są zawsze trudne. W takich sytuacjach najważniejsze jest zachowanie zimnej krwi, dosłownie i w przenośni. W trudnym terenie nie zawsze da się liczyć na śmigłowiec czy szybkie wsparcie. Warto mieć przy sobie aplikację Ratunek, która pozwala wezwać pomoc z dokładną lokalizacją. Ale nawet wtedy trzeba uzbroić się w cierpliwość. Czasem trzeba znieść ból, przetrwać chłód i zaufać ratownikom, którzy często, jak w tym przypadku, docierają pieszo, w najtrudniejszych warunkach.
Zobacz też:
Tragedia w popularnym kurorcie. Autobus z turystami przewrócił się w drodze do Antalyi
Uwięzieni w raju. 300 Polaków utknęło na lotnisku w Dominikanie po awarii samolotu
Polacy znów pojadą koleją nad Adriatyk. PKP IC zapowiedziało nowość
/6
Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe – TOPR / Facebook
Akcja ratunkowa w Tatrach.
/6
Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe – TOPR / Facebook
Ranny mężczyzna został ewakuowany w dół na specjalnych noszach ratunkowych.








