Zaginięcie Jowity Zielińskiej. Rower miał zmylić śledczych
Od prawie dwóch lat wykluczane są krok po kroku hipotezy na temat okoliczności zniknięcia Jowity. Wszystko wskazuje na to, że kobieta nie żyje. Komu mogło zależeć, by pozbawić ją życia? Dlaczego 33-latka, którą boleśnie życie dotknęło, mogła się komuś narazić? Czy to przypadek czy też zaplanowana zbrodnia? Jakim cudem po miesiącu odnalazł się rower Jowity?
Wieś Lisiny (gmina Rogowo w woj. kujawsko-pomorskim) liczy zaledwie 57 mieszkańców. Czy śledczym uda się przerwać zmowę milczenia? — Pomimo upływu czasu prowadzone analizy dają nadzieję na finał sprawy — mówią “Faktowi” osoby zaangażowane w śledztwo.
Historia Jowity Zielińskiej jest przejmująca i pełna smutku. Jowita Zielińska zaginęła w drodze z pracy do domu. Między Lisinami a Rogowem regularnie przemierzała trasę rowerem, znała ją jak własną kieszeń. Przejechanie zajmowało kwadrans. Pokonywała w ciągu roku łącznie 850 km. Po drodze często odwiedzała grób zmarłego męża.
Od 2017 r. jej życie toczyło się między pracą, domem i cmentarzem. Zaginiona straciła męża niecały rok po ślubie. Jej ukochany mąż miał zaledwie 23 lata. Zmarł na nowotwór. Diagnoza przyszła zbyt późno. Mężczyzna leczony był miesiącami na całkiem inne schorzenie. Po śmierci ukochanego, nie było dnia, by Jowita nie odwiedzała go na cmentarzu. Mimo że jej mąż nie żył, mieszkała z teściami.
Dom u teściów. Najbliżsi mówią o uprowadzeniu
Jowita pochodziła z drugiego końca Polski, z województwa lubelskiego. Nie chciała wracać w rodzinne strony, bo nie miała do czego. Jej dzieciństwo również było bardzo trudne. Ojciec był alkoholikiem. W domu nie miała oparcia. Brat przebywa w ośrodku pomocy społecznej. Jowita wyrwała się z okrutnego życia dzięki mężowi, którego poznała w sieci. Był dla niej wszystkim. Na łożu śmierci prosił, by rodzice zaopiekowali się jego żoną. Teściowie prowadzą handel obwoźny. Po zniknięciu 33-latki niechętnie zabierają głos publicznie.
— Od początku zaginięcia ta sprawa jest tajemnicza — mówi “Faktowi” Małgorzata Zielińska, teściowa Jowity, ale nie chce kontynuować rozmowy i rozwijać wątku.
— Podejrzewam, że to jakieś uprowadzenie. Jowita na pewno sama, by nie opuściła tego miejsca. Było jej tutaj dobrze. Gdyby chciała uciec, to zrobiłaby to rano. Mogła wyjechać, zabrać swoje rzeczy, pieniądze. Po co miałaby siedzieć pół dnia w pracy, potem jechać prawie pod dom i nagle “aha, przypomniałam sobie, że może jednak ucieknę”. Bez sensu to jest. Rozmawiałyśmy jeszcze jeszcze o 7 rano i o 10. Wszystko było normalnie — mówiła pani Małgorzata przed dwoma laty w programie TVP “Ktokolwiek widział ktokolwiek wie”.
Teraz jest bardzo podejrzliwa i ostrożna. Często czytała nieprawdziwe informacje o swojej rodzinie i na temat zaginięcia Jowity. Nie chce mnożyć kolejnych spekulacji.
Jowita miała rowerem pokonać kilometr. Czy wróciła do domu?
Dzisiaj śledczy wersję o uprowadzeniu uważają za najmniej prawdopodobną. Wiadomo, że 6 lipca 2024 r. około godziny piątej rano Jowita jak zwykle pojechała z Lisin do pracy w Rypinie, gdzie pracowała jako ekspedientka w mięsnym sklepie. Tego dnia około godziny 12.30 została podwieziona busem do Rogowa skąd wracała już rowerem. Między godziną 13 a 14 widziana była przez znajomego w Rojewie, skąd dzielił ją kilometr od domu. Na odcinku kilometra mogło się coś wydarzyć. Kobieta zniknęła. Około godziny 15 teściowie próbowali się z nią skontaktować. Byli w tym czasie w Toruniu. Jej telefon nie był już aktywny. Zarządzono poszukiwania, ale Jowity do dzisiaj nie odnaleziono.
Miesiąc później grzybiarz znalazł porzucony rower. Znajdował się 4 kilometry od miejsca zamieszkania Jowity. W zalesionym miejscu, około 50 metrów od ścieżki asfaltowej. Rower stał oparty o drzewo. Dzisiaj śledczy są niemal pewni, że rower został celowo podstawiony, by zmylić trop. Przeszukano okolicę w miejscu znalezienia jednośladu. Akcje poszukiwawcze były organizowane już kilka razy na większą lub mniejszą skalę. W ostatnim czasie z udziałem biegłego i wykorzystaniem specjalistycznego sprzętu przeprowadzono na Jeziorze Likieckim. Jedna z hipotez najbardziej prawdopodobnych zakłada, że Jowita nie żyje, a jej ciało mogło zostać ukryte. W Jeziorze Likieckim nie znaleziono zwłok.
Policja mówi o “czynnościach operacyjno-rozpoznawczych”. Cenna wiedza biegłego
Działania na miejscu koordynowane są przez funkcjonariuszy Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy przy współpracy ze służbami kryminalnymi. Zespół biegłego Rokusa analizuje materiał dowodowy oraz prowadzi działania terenowe w pobliżu miejsca zamieszkania zaginionej. Badano akweny oraz rejony podmokłe. Służby w dalszym ciągu koncentrują poszukiwania w różnych miejscach na terenie gminy. Kryminalni są bardzo oszczędni w ujawnianiu informacji na temat wyników poszukiwań i śledztwa.
— W tej chwili głównie trwają czynności operacyjno-rozpoznawcze, szczegółów których nie mogę przekazać — poinformowała “Fakt” mł. insp. Monika Chlebicz, rzeczniczka prasowa KWP w Bydgoszczy. — Zapewniam, iż policjanci ciągle pracują nad tą sprawą. Niemniej, niestety nie odnaleziono zaginionej. Żadna z hipotez przyjętych w tej sprawie, dotyczących okoliczności zaginięcia, nie jest wiodąca i do tej pory jednoznacznie nie ustalono przyczyn, dla których Jowita Zielińska zaginęła, ani gdzie przebywa — ujawnia rzeczniczka.
— Zgromadzone dane połączone z wynikami badań geofizycznych i analizą czynników środowiskowych pozwoliły na sformułowanie wniosków o charakterze operacyjno-analitycznym. Materiał ten stanowi dziś cenną podstawę do dalszych kroków w śledztwie — mówi biegły nurek Maciej Rokus, zasłaniając się tajemnicą śledztwa, gdy pytamy, czy należy spodziewać się przełomu w sprawie Jowity Zielińskiej.
Poszukiwania Karoliny Wróbel. Sprawą zajmuje się elitarna grupa płetowonurków
Szykuje się przełom w sprawie Iwony Wieczorek. Policjanci wiedzą, gdzie jest ciało?








