Matka i dzieci z Mołdawii błąkają się po Warszawie. Padły mocne zarzuty
O sprawie zrobiło się głośno, gdy 22 listopada straż miejska została wezwana na ul. Wybrzeże Szczecińskie w Warszawie, gdzie biegacze zauważyli kobietę z dziećmi. Widok był poruszający. Rodzina ogrzewała się przy ognisku. Po przybyciu na miejsce strażnicy odkryli, że jeden z chłopców ukrywał się w krzakach. Pochodząca z Mołdawii rodzina miała przy sobie przepastne torby, co wskazywało, że trzyma w nich dobytek. To z kolei sugerowało, że ludzie ci są w kryzysie bezdomności.
Z relacji strażników wynika, że kontakt z kobietą był utrudniony. Ostatecznie schronienia udzieliło im Centrum Kultury Prawosławnej przy ul. Św. Cyryla i Metodego w Warszawie. Jednakże już tego samego wieczoru kobieta wraz z dziećmi opuściła ośrodek, pozostawiając swoje rzeczy. Wróciła, ale trzy dni później ponownie opuściła ośrodek, informując jedynie w wiadomości SMS, że ona i jej bliscy zamierzają przekroczyć granicę. Potem wróciła już tylko z jednym dzieckiem, tłumacząc, że starszy syn został na dworcu z bagażami. Chłopiec dotarł do ośrodka kilka godzin później.
Warszawa: mołdawska rodzina bez dachu nad głową. Poruszająca historia matki z dziećmi
Jak ustaliła “Gazeta Wyborcza” kobieta i jej dzieci (w wieku 8 i 12 lat) od dłuższego czasu borykają się z brakiem stałego miejsca zamieszkania. Po raz pierwszy ks. Andrzej Lewczak, dyrektor Centrum Kultury Prawosławnej, spotkał ich w lipcu, gdy chłopcy wędrowali ul. Targową z walizkami. Wówczas zaprosił ich do ośrodka, gdzie na krótko znaleźli schronienie.
Jednak po dwóch tygodniach rodzina opuściła ośrodek i od tego czasu była widywana w różnych miejscach Warszawy: w tramwajach oraz na dworcach, w których halach niekiedy spali.
Osoby zaangażowane w pomoc rodzinie podkreślają, że matka jest bardzo zamknięta w sobie i niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi swojej sytuacji. Nie jest uzależniona od alkoholu, a dzieci są silnie związane z nią. Nawet w kwestii jedzenia pytają matkę o zgodę, zanim cokolwiek przyjmą.
Dzieci z Mołdawii błąkają się po Warszawie. Biuro Obrony Praw Dziecka składa zawiadomienie do prokuratury
Według Biura Obrony Praw Dziecka nie podjęto odpowiednich działań, które zapewniłyby dzieciom bezpieczeństwo. Organizacja twierdzi, że funkcjonariusze nie skierowali sprawy do sądu rodzinnego. I dodaje, że wszystkie dzieci przebywające na terytorium Polski, niezależnie od ich pochodzenia czy narodowości, mają prawo do opieki i ochrony państwa.
W tym przypadku, jak twierdzi organizacja, zaniedbania mogły wynikać z uprzedzeń na tle rasowym i ksenofobicznym. Dlatego zapowiedziała złożenie zawiadomienia do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez funkcjonariuszy publicznych.
— Te dzieci były wielokrotnie zatrzymywane przez policjantów i strażników miejskich. Nikt nie odwiózł ich do odpowiedniej instytucji. Nikt nie złożył wniosku do sądu rodzinnego w tym zakresie. Bo mają nieco ciemniejszy odcień skóry. Gdyby funkcjonariusze znaleźli ośmioletnie polskie dziecko błąkające się po ulicach Warszawy — bez wątpienia zadziałaliby natychmiast — uważa organizacja.
— Funkcjonariusze powinni byli odwieźć te dzieci do odpowiedniej instytucji opiekuńczej już po pierwszym ich spotkaniu, kilka miesięcy temu. Następnie powinni byli wystąpić do sądu rodzinnego z wnioskiem o zbadanie sytuacji małoletnich.
Dodatkowo organizacja skieruje wniosek do sądu rodzinnego o zbadanie sytuacji chłopców i objęcie ich odpowiednią opieką.
Zobacz także: Tak Łukasz Żak zachowywał się, gdy ratowano jego dziewczynę. Padły okropne słowa
/1
Biuro Obrony Praw Dziecka / Facebook
Zdjęcie z interwencji straży miejskiej nad Wisłą,








