Twierdziła, że to “złośliwa aplikacja” wysyłała fałszywe alarmy
W czwartek, 31 lipca, policjanci ze Śródmieścia pochwalili się sukcesem: w końcu dopadli zmorę, która przez miesiące trzymała w napięciu warszawskie służby ratunkowe. Przez jej zgłoszenia dziesiątki wozów straży pożarnej i karetek jeździły na sygnale po mieście. Często zupełnie bez powodu. Jak się okazało, za tą serią fałszywych alarmów stała 20-letnia mieszkanka Warszawy.
Według policjantów kobieta dokonała około 60 fikcyjnych zgłoszeń. Co wtedy robiła? Stała z boku i patrzyła. Z bezpiecznej odległości obserwowała, jak służby reagują na jej wymyślone zagrożenia. Po jej zatrzymaniu upubliczniono zdjęcie – widać na nim młodą kobietę prowadzoną przez funkcjonariusza. Ma kajdanki na nadgarstkach i wyraz twarzy, który bardziej niż skruchę przypomina lekki, obojętny uśmiech.
“To nie ja, to mój telefon”
Podczas przesłuchania próbowała tłumaczyć, że to… “złośliwa aplikacja SOS” wysyłała zgłoszenia bez jej wiedzy. Wersja o złośliwym kodzie nie przekonała jednak śledczych. W Prokuraturze Rejonowej Warszawa Śródmieście-Północ 20-latka usłyszała zarzut wywołania fałszywego alarmu. Grozi jej teraz do 8 lat więzienia.
– Nie ma przyzwolenia organów ścigania na wywoływanie fałszywych alarmów – przypomina mł. asp. Jakub Pacyniak z KRP I. – W każdej chwili ktoś może naprawdę potrzebować pomocy. Liczy się każda sekunda.
/2
– / Materiały policyjne
20-latka przez kilka miesięcy wysyłała alarmujące zgłoszenia. Wszystkie okazały się fałszywe.
/2
– / Materiały policyjne
Podejrzana podczas przesłuchania tłumaczyła, że to aplikacja sama wezwała pomoc.